Jestem i żyję, ostatnio dosyć szybko, a w związku z tym narobiło się trochę zaległości… próbuję zmusić się do napisania kilku notek, a motywacja powinna być, bo przeczytałem kilka naprawdę dobrych pozycji.
Pogoda za oknem niezbyt wiosenna, nie mniej jednak dla mnie jest idealna do pracy [no właśnie a tam dalej ten kryzys, a wraz z nim niewymierne i wymierne skutki… niestety] i czytania. Właściwie postanowiłem sobie, że do ogarnięcia tego wszystkiego zapędzę “Google’owski kalendarz”. Czas najwyższy [sic!]…
Musicie mnie motywować, bo jakoś ostatnio brakuję mi osób, które byłby w stanie skutecznie mobilizować… a i czas na uruchomienie planu oszczędzania, oczywiście z wiadomych powodów…
Ambitnie też postawiłem na rozrywkę i powiedziałem sobie, że cztery filmy miesięcznie to obowiązek, także trochę o nich poczytacie, powiem, a właściwie zapowiem, że najbliższy rok kłania się pod znakiem westernów, które zawsze mogą liczyć na moją sympatię.
Ostatnio w blogosferze (tej mojej) dużo o Twitterze. Swego czasu próbowałem Blipa (polski odpowiednik), ale trudno mi się było przekonać do “mikro-blogowania”, nie znalazłem w tym żadnej wartości, chociaż z drugiej strony nie dziwię się, bo w Blipie 70% informacji miało “wartość” typu “jem obiad”. Nie chętnie też spoglądałem po tych doświadczeniach na Twittera, ale na przestrzeni czasu zmieniłem zdanie. Na pewno jest to “inna jakość” wraz z którą dostrzegłem pewne zalety takiego blogowania. Dużo wpisów danego użytkownika dotyczy tematów, które porusza na co dzień w swoim “kawałku sieci”, dodatkowo są one najczęściej opatrzone linkiem, co dla mnie jest po prostu szybką możliwością na zapoznanie się z opisywanym tematem, który nie rzadko jest wiodącym tematem rozmów w Internecie (ot choćby w chwili obecnej “sprawa Kataryny”, Google Wave). Nie wiem, ale takie “zwracanie uwagi” na różne ciekawostki, wpisy (i wiele innych rzeczy) jest w moim przekonaniu o wiele lepsze od działania stron typu wykop.pl itp. Wymiana kurtuazji też jest sympatyczna (w granicach umiaru) i jedynie czego nie jestem w stanie znieść to podejście użytkowników, którzy traktują Twittera jak narzędzie do czatowania. To znaczy prowadzą “namiętną” i długą konwersację, która de facto w większości przypadków “zaśmieca” mój (i wszystkich, którzy obserwują ich) kanał informacji. Z tego powodu staram się unikać dodawania do swojej listy osób, które w nadmiarze produkują “updates”. Generalnie bardzo sympatyczne narzędzie i dopiero teraz pojmuję przyczyny tak dużego sukcesu tego serwisu. Oczywiście zachęcam wszystkich, którzy czują się na siłach do skorzystania z Twittera, bo naprawdę warto.
I jeszcze jeden (może dwa) akapit o komputerach. Od pewnego czasu głośno jest o kolejnym Windowsie oznaczonym numerem siedem. Wersja testową Microsoft udostępnił dla wszystkich, więc postanowiłem skorzystać i zainstalowałem ją na netbooku (dla niewtajemniczonych, mały mobilny laptop z 10” ekranem i obliczeniowo mało wydajnymi podzespołami). Moje pierwsze wrażenia, wbrew moim przewidywaniom są naprawdę pozytywne. MSI Wind U100 z 2 GB RAM-u doskonale czuję się z nowym Windowsem. Po pierwsze, nie musiałem instalować żadnych sterowników, wszystko było już przygotowane. Właściwe brakowało tylko programu do zarządzania klawiszami funkcyjnymi i byłem bardzo zdziwiony, kiedy napisany pod Windowsa XP program bezproblemowo zadziałał w “siódemce”. Od tej strony naprawdę duże gratulacje. Zero konfliktów, zero instalowania, szukania sterowników i tym podobnych rzeczy. Sprzęt gotowy do użytkowania. Samo działanie systemu jest o wiele szybsze niż ma to miejsce z dedykowanym dla tych komputerów Windowsem XP. Nawet przy włączonych wszystkich “wodotryskach” interfejsu Areo system reaguję szybko i bez znaczących opóźnień. Po ich wyłączeniu, cóż… jest tak, jak być powinno, czyli szybko i sprawnie. Na netbooku mam zainstalowanych 40 programów. Wszystkie działają bez błędów, a większość z nich działa o wiele szybciej niż w poprzednim systemie (dotyczy to szczególnie programów opartych na bibliotekach .NET). Właściwe nie napotkałem żadnych znaczących nie udogodnień czy błędów zarówno podczas instalacji (tylko 40 minut !) jak i samego użytkowania. Sam bulid 7100 jest wyjątkowo stabilny. Jestem tak niezwykle miło zaskoczony, że właściwie Windows 7 zagościł już w moim netbooku na stałe. Niesamowicie dobrze potrafią się zrozumieć, co w konsekwencji przekłada się na moją przyjemniejszą i wydajniejsza pracę i nie ma zamiaru takiego stanu rzeczy zmieniać.
Zapytacie mnie pewnie o samego Windowsa, a więc krótko… Od strony użytkownika stawiającego na prostotę i użyteczność (czyli mnie) nie ma tutaj jakiś rewolucji w codziennym użytkowaniu. Wszystkie opcje, które są dostępne w “XP-ku” i “Viście” w “siódemce” również mają miejsce (tyle tylko, że troszeczkę inaczej poukładane) i w miarę możliwości są trochę bardziej rozbudowane. Jest kilka ciekawych “trików” usprawniających działanie, ale bez większych przełomów. Generalnie wiele osób mówi, że “siódemka” jest poprawioną “Vistą” i tutaj muszę się zgodzić. “Vista” wbrew powszechnej krytyce nie była złym systemem i jedynie co mnie w niej denerwowało to wolna reakcja na polecenia użytkownika, co z kolei stworzyło mit mówiący o tym, że Vista jest bardzo wolnym system. Fakt kopiowanie plików w “Viście” jest straszne, opóźniona reakcja również, ale generalnie nie jest aż tak źle, choć oczywiście poprawienie właśnie tych dwóch rzeczy sprawia, że Windows 7 mieni się o wiele lepiej w codziennym użytkowaniu. Tak czy inaczej według mnie “siódemka” nie wnosi wiele nowości, po prostu tylko usprawnia pewne rzeczy, co nie zmienia mojej pozytywnej opinii na temat tego systemu. Drodzy czytelnicy, jeżeli stoicie przed wyborem zmiany systemu, w moim przekonaniu poczekajcie na finalną wersję “siódemki”, która już niedługo ma się oficjalnie pojawić…
Trochę się rozpisałem… i jeszcze jedno. Ostatnio coraz więcej pojawia się uwag krytycznych względem netbooków. Cóż, jeśli miałbym do wyboru takie maleństwo i super “wypasioną” komórkę… jestem za tym pierwszym. Wszystkich, którzy tak żywiołowo krytykują tego typu sprzęt zachęcam do zapoznania się z dowolnym przedstawicielem tejże gałęzi laptopów w praktyce.
I już naprawdę ostatni… Od sierpnia postanowiłem rozpocząć przygodę z fantastyką… Spokojnej niedzieli życzę…