• Subskrypcja RSS Buzz Twitter Zdjęcia Wideo

  • Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...... http://j.mp/bURemk
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie p... http://j.mp/dpsojE
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opow... http://j.mp/9IN2BP
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie pozostaną ewenementem.
    12:38 AM Mar 07, 2010, comment
    Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...
    12:35 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opowiadania do przeczytania (bądź pobrania).
    12:34 AM Mar 07, 2010, comment
    Rzadko zgadzam się z P. Bogdanem. Poniższa opinia jest wyjątkiem.

    Szymborska trzykrotnie zgwałcona « Internetowy Obserwator Mediów - bogdan.wordpress.com
    8:52 PM Mar 01, 2010, comment
    Dokument o naszej noblistce z pewnością jest "swoistym wydarzeniem", ale Katarzyna Kolęda-... http://j.mp/bPgqez
    7:53 AM Mar 01, 2010, comment
     

Audiobooki, słuchowiska…

W poprzednim wpisie mogliście zauważyć, wyczuć moją sympatię do Polskiego Radia. Tym razem chciałbym Wam zaprezentować, jeśli można to tak ująć, przyczyny (oczywiście jest to jedna z wielu) tej sympatii. Bardzo materialnej w formie i mniej materialnej w treści… choć tradycyjnie niezmiernie ciekawej, a w przypadku tego projektu być może  nawet trochę nowatorskiej.

Polskie Radio (dokładnie Radiowa Agencja Fonograficzna) wraz z serwisem Audioteka.pl realizuje audiobooka “Narrentum” Andrzeja Sapkowskiego. Co ciekawe, właściwie nie do końca wiadomo, czy będzie to bardziej audiobook czy słuchowisko?  A może swoista hybryda (kilka słów za chwilę)?  Tak czy inaczej przedsięwzięcie niezwykle trudne do zrealizowania, ale to właśnie Polskie Radio ma możliwości techniczne i przede wszystkim doświadczenie w realizacji tego typu projektów. Ponad 100 aktorów w 200 rolach, 60 dni nagrań, specjalne efekty dźwiękowe. Fakt, liczby robią wrażenie. Czy efekt końcowy będzie równie piorunujący? Czas pokaże, a będzie on wyjątkowo potrzebny, bo podobno czeka na nas 1500 minut “wielkiej przygody” w średniowiecznych mrokach historii i magii. Producent zapewnia niesamowity klimat dzięki specjalnie skomponowanej do tego projektu muzyce  autorstwa Adama Skorupy (stworzył ścieżkę dźwiękową do gry komputerowej “Wiedźmin”) oraz wspaniałej obsadzie aktorskiej w postaci m. in. takich nazwisk jak: Lesław Żurek, Anna Dereszowska, Henryk Talar, Artur Barciś, Andrzej Ferenc, Marian Opania.

Słuchacze mogli usłyszeć już fragmenty audiobooka w programie “Lato z radiem”, a pełną powieść będzie można wkrótce pobrać w postaci plików mp3 z serwisu audioteka.pl (w chwili obecnej uruchomiona jest przedsprzedaż pierwszych ośmiu rozdziałów powieści). RAF planuje również wydać całość w postaci  wydawnictwa płytowego wraz z dołączoną książeczką z informacjami m. in. na temat kulis powstawania całego projektu. Płyta ma być dystrybuowana przez Ruch a także będzie dostępna w salonach EMPiK w dziale książki.

Osobiście zachęcam do obejrzenia poniższego wideo, pokazującego jak powstaje taki audiobook (słuchowisko), czyli tzw. “od kuchni”. Całość opatrzona jest komentarzem reżysera.

Jak widać, a przede wszystkim słychać, powstawaniu takiego audiobooka towarzyszy nie tylko żmudna i ciężka praca, ale także dużo radości. Dla aktorów, nawet tych doświadczonych, jest to nie lada wyzwanie i właściwie w moim przekonaniu obok teatru, projekt taki, jest doskonałą i miarodajną oceną realnego talentu każdego aktora. Seriale serialami, filmy filmami, ale biorąc udział w takim nagraniu, liczy się obok dobrego, charakterystycznego głosu, przede wszystkim warsztat aktorski. Owszem nie daje to popularności, krociowych zysków, nie mniej w tych studiach buduje się swoją pozycję aktorską, czyli coś od czego zależy czy dany aktor pozostanie w naszej pamięci jako gwiazda(ka) czy właśnie jako wybitny twórca.

Wspomniałem wcześniej o próbie przyporządkowania (formalnego) całej powieści. Owszem będzie to raczej audiobook z silnymi “wpływami” słuchowiska. Może na odwrót? Cóż z pewnością nie jest to taki “suchy audiobook” i w niedalekiej przyszłości “Narrentum” pojawi się na łamach  niniejszego blogu, wtedy też powiem co nieco więcej o “książce dźwiękowej” i całej magii związanej z nią.

Nawiązując również do ostatnich tematów, pragnę właśnie zwrócić uwagę na fakt, że bez Polskiego Radia takie dzieło raczej nie miałoby szans zaistnienia. Czy 50 zł rocznie to jest naprawdę duża kwota wobec takich przedsięwzięć? Nie wspominając o całej reszcie innych nie mniej wartościowych programów, zarówno pod względem publicystycznym, muzycznym jak i informacyjnym. Radio, mimo swojego wieku, jest jednym z najlepszych osiągnięć ludzkiej myśli… czyż nie wspaniale byłoby usłyszeć więcej takich dzieł? Idąc dalej, czy piękną rzeczą nie byłaby możliwości wpłynięcia na produkcję takie czy innego słuchowiska, czy też jego pobrania (bądź zakupu) ze strony internetowej? Pomysłów na nowoczesne i inspirujące radio jest wiele, potrzebne są jeszcze środki, a przede wszystkim wola (a w konsekwencji działanie), nie polityków, tylko Nas słuchaczy… Może to idealistyczne, ale to właśnie jedna z najpiękniejszych własności radia… Fakt, świadomość, że My jesteśmy jego twórcami…

Polskie Radio

Być może niewielu z Was… zresztą ogólnie rzecz ujmując niewiele osób w naszym kraju zdaję sobie sprawę z dzisiejszej akcji protestacyjnej drugiego programu Polskiego Radia. Powiem szczerze, że strasznie emocjonalnie podchodzę do całej sprawy. Mimo, że jestem młodym człowiekiem, to wychowałem się nie na MTV, tylko właśnie na naszym rodzimym Radiu. Dwójka jest bardzo “elitarną stacją”. Muzyki klasycznej zacząłem słuchać całkiem niedawno, ale należy też zwrócić uwagę na Teatr Polskiego Radia w którym to zakresie program drugi aktywnie działa(ł) (sic!).

Pracownicy “dwójki” nawołują do podjęcia solidarności w postaci ot choćby zapłaty abonamentu czy kontaktu ze swoim posłem. Istna “szopka”, która stała się rzeczywistością. Abonament zlikwidowali, z budżetu rozsądny środków też nie chcą przyznać. Tak, to właśnie zrobili posłowie. I po co ja mam się z nimi kontaktować? Oczywiście, dlaczego mają przyznawać jakieś środki? Po co nam silne media, już o mecenacie nie wspominając. Latami banalizują problemy polskiej kultury, przecież Polska to biedny kraj i nie stać nas na kulturę.

W połowie krajów Europy zachodniej istnieje abonament, brytyjskie radio, czyli BBC od lat wzorzec do naśladowania również funkcjonuje przy pomocy m. in. abonamentu. Skoro nie możemy stworzyć stabilnej podstawy pod silne rodzime media, to dlaczego przynajmniej nie spróbujemy skopiować pewnych sprawdzonych “zachodnich” pomysłów bezpośrednio na nasz grunt.

Doskonale wiem, że sytuacja w najbliższych latach nie poprawi się. Strasznie mi jest żal PR, bo w tej sytuacji coraz szybciej stanie się kolejną tubą propagandową wszelkiej maści polityków, a właściwie politykierów. Nie będzie Teatru Polskiego Radia, bardzo cenowo korzystnych wydawnictw firmowanych przez Polskie Radio, dobrej publicystyki…

Takim działaniom mówię stanowcze NIE. Niestety, tylko tyle lub aż tyle mogę zrobić w tej sprawie. “Szanowni Państwo…”  posłuchajcie sobie w tej chwili drugiego programu Polskiego Radia…

Kryminały…

Na marginesie Zosikowej dyskusji zarówno o literaturze jak i o kolejnej edycji “Lato z kryminałem”, chciałbym słów kilka powiedzieć. No właśnie czy kryminał może być lekturą ambitną, czy nie jest to gatunek wysoce wyeksploatowany?
Patrząc, a raczej obserwując zapowiedzi wydawnicze, czy tez pojawiające się książki odpowiedź na drugie pytanie będzie raczej oczywista. Mimo niesłusznego odbierania kryminałom aspiracji bycia literatura ambitną powiem dosyć przekornie, że to właśnie duży potencjał tego gatunku stanowi o jego sile i nie sądzę, że kiedyś dojdzie do sytuacji “braku popytu” na ten rodzaj literatury.

Muszę przyznać, że seria Polityki zgodnie z opinią większości jest jednym z lepszych przedsięwzięć ostatnich lat, mnie tylko przeszkadza jedno bardzo specyficzne przyzwyczajenie. Ciężko mi się czyta kryminały w porze wiosenno-letniej. Doskonale czuję się z kryminałem w porze jesienno-zimowej, kiedy za oknami pada deszcz, a ulice i skwery pustoszeją. Te przyzwyczajenie jest na tyle silne, że tak jak wspomniałem, rzadko sięgam po kryminał w innej porze roku. Nie ma nic piękniejszego niż dobra intryga kryminalna, a za oknem przenikliwy chłód i deszcz. Być może bardziej jestem w stanie odczuć klimat czytanych powieści. I tutaj kieruję pytanie do Was? Czy i w jakim stopniu pogoda wpływa na to jaką lekturę wybieracie i odczuwacie?

“Zmierzch” Johan Theorin

Mankell i Larsson są w tej chwili pisarzami, którzy cieszą się w naszym kraju niezwykle dużą estymą. Niejednokrotnie mówiąc o dobrym kryminale wiele razy przywołuje się ich nazwiska. Jestem przekonany, że niedługo do tych wspaniałych pisarzy dołączy Johan Theorin. Z niekłamana radością chciałbym przedstawić dzisiaj, mówiąc językiem kryminałów, jeden z dowodów utwierdzających mnie w tym przekonaniu.

Pewnego mglistego dnia kilkuletni chłopiec znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Po kilkunastu dniach poszukiwań, wszyscy są przekonani, że dziecko zgubiło drogę w gęstej mgle rozległego alvaretu i utonęło w pobliskiej zatoce. Z tym faktem trudno się pogodzić Julii Davidsson matce pięcioletniego Jensa. Niespodziewanie po dwudziestu latach za sprawą pojawienia się dziecięcego bucika Julia powraca w rodzinne strony.

W ten oto sposób rozpoczynamy przygodę z intrygą, którą wielką zaletą jest fakt, że została okraszona w bardzo klasyczną skandynawską formę. Theorin zgodnie z regułami gatunku historie prowadzi dwutorowo. Równolegle poznajemy wydarzenia mające miejsce przed zaginięciem chłopca oraz aktualne poczynania bohaterów, którzy podążają tropem znalezionego bucika. Wspólnym elementem tworzącym bardzo specyficzny klimat są opisy rozległych pustkowi północnej Olandii. Bardzo sugestywne i niekiedy tak realistycznie rysowane, że chwilami można ulec wrażeniu o jej istnieniu, co jest niestety nieprawdą.

Warto również podkreślić, że fabuła “Zmierzchu” nie obfituje w nadmierną ilość zaskakujących zwrotów akcji przez co nabiera bardzo realny wydźwięk. Chwilami Theorin zaskakuje wątkami obyczajowymi, umiejętnie wprowadzając je w płynący bieg wydarzeń, co też w konsekwencji sprawia, że mamy do czynienia z doskonałym i wyrazistym portretem szwedzkiego społeczeństwa.

Fani skandynawskiego kryminału z pewnością nie zawiodą się. Warto dodać, że słowa uznania dla Theorina złożyła już Szwedzka Akademia Kryminału honorując tą doskonałą powieść tytułem najlepszego debiutu w kategorii “mystery novel”. Jeśli „Zmierzch” nie zdobył serca wszystkich wielbicieli kryminałów to z pewnością zmieni się to za sprawą następnej książki Theorina pt. “Nocna śnieżyca” (ukaże się 3 listopada nakładem wydawnictwa Czarne), utwierdzając tym samym, zarówno wątpiących w talent szwedzkiego pisarza jak i mnie, że należy mu się miejsce wśród tuzów szwedzkiego (i nie tylko) kryminału.

ZOBACZ OKŁADKĘ

autor: Johan Theorin
tytuł: Zmierzch
tytuł oryginału: Skumtimmen
język oryginału: szwedzki
liczba stron: 451
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wymiary: 125 x 195 mm
wydawca: Wydawnictwo Czarne
ISBN: 978-83-7536-045-5
seria: Ze strachem

“Formuła szczęścia” Stefan Klein

Nie tak dawno mogliśmy czytać recenzje – w większości przypadków pozytywne – najnowszej książki Stefana Kleina “Czas. Przewodnik użytkownika”. Ja natomiast na przekór trendom postanowiłem sięgnąć po jego poprzednią książkę.

“Formuła szczęścia”. Tytuł być może trochę mylący, ale to tylko pozory. No właśnie, cóż to jest to szczęście? Z tym pytaniem próbujemy zmierzyć się wraz autorem.

Zatrzymajcie się na chwilę i spróbujcie odpowiedzieć na pytanie co czyni Was szczęśliwymi? Co dla Was znaczy szczęście? Stefan Klein w swojej gawędzie popularnonaukowej nie dąży do odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego? Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie dać jednej satysfakcjonującej odpowiedzi. Czy w ogóle możliwa jest jakaś odpowiedź? Czy istnieje owa formuła? I tak, i nie… Oczywistym jest, że dla jednych szczęściem jest zaznawanie (trwanie w) miłości i przyjaźni, a dla innych proste codzienne rzeczy takie jak jedzenie czy seks. Inni spełniają się w domowym ognisku, a jeszcze inni mają naturę poszukiwacza przygód, samotnika, który odnajduje swoje szczęście w zmierzaniu ku celu. Gdzie leży źródło szczęścia? To jedna z nielicznych odpowiedzi w tej książce. Oczywiście w mózgu.

Stefan Klein poszukując źródeł szczęścia w dużej mierze opiera się na badaniach naukowych i własnych doświadczeniach, które w sposób niezwykle ciekawy uzupełniają poszukiwania jak i ogólny odbiór książki. Nie stroni od anegdot i odniesień do filozofii (w bardzo przystępnej formie, w postaci delikatnych „wstawek”). Dużo czytamy o pesymizmie, optymizmie, chociaż miejscami ciężko uwierzyć w zaskakujące wyniki tych doświadczeń, szczególnie kiedy to Klein wielokrotnie powołuje się na badania przeprowadzone na szczurach. No tak, troszeczkę to dziwne (czujecie się nie swojo będąc porównywanymi do szczura :) ), ba, nawet zaskakujące jak nasze mózgi są podobne. Co bardziej wnikliwi czytelnicy z zacięciem obserwacyjnym (właściwie refleksyjnym) doskonale zdają sobie sprawę, że szczęście nie jest bytem odrębnym, że jest częścią naszego ja. Szczęście potrafi się pojawić w najbardziej tragicznych momentach naszego życia, ale też nauka daje nam często do zrozumienia, że w “mityczne” poczucie szczęśliwości zależy w dużej mierze od nas samych…

Optymizm. To słowo wielokrotnie pada w drugiej części książki. Nie, na pewno nie jest to poradnik z cyklu “jak być szczęśliwym”. W zamian dostajemy twarde naukowe (i mniej naukowe) dowody dlaczego warto być optymistą. I co najpiękniejsze w tej książce, to fakt, że mówi się o optymizmie nie jako sposobie na życie, ale jako sposobie na bycie. Tak, tak owe bycie zupełnie nieprzypadkowo zapewne wpływa też na samo życie.

Fascynująca wędrówka po meandrach ludzkiej psychiki, ujęta w wiele ciekawych i życiowych puent. Zarówno autor jak i ja sam osobiście, Gwarantuje Wam, że w tej wielkiej przygodzie naukowej znajdziecie, obok wielu ciekawostek i informacji, także wiele radości. Piekielnie prosta i piekielnie dobra gawęda, która na nowo pozwoli Wam odkryć wiele nowych i “starych” rzeczy. Część z Was z pewnością inaczej spojrzy na wiele otaczających nas rozmaitych aspektów, które ulatują w codziennej pogoni…

Na marginesie… Doskonale wiecie, że Amerykanie w swojej konstytucji mają wpisane “prawo do poszukiwania szczęścia”, a moja przewrotna uwaga jest następująca: Czy nie uważacie, że szczęściem jest właśnie możliwością dążenia do niego?

ZOBACZ OKŁADKĘ

autor: Stefan Klein
tytuł: Formuła szczęścia
tytuł oryginału: Die Glucksformel
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 297
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2004
oprawa: miękka
wymiary: 145 x 210 mm
wydawca: Jacek Santorski& Co Agencja Wydawnicza
ISBN: 83-89763-23-0
seria: -

Czasami stajemy się igraszką przyjemnych uczuć. A że radość dopiero co kupionej sukienki nie trwa długo, przy najbliższej okazji dokupujemy sobie do niej klapki Prady. Cóż, akurat była przecena – trudno nie skorzystać z takiej okazji, nawet jeśli były pól numeru za duże. A potem dziwimy się, że grozi nam debet. Co ciekawe, dotyczy to również wielu ludzi, którzy całkiem dobrze zarabiają. Przyjemności są takie ulotne. Na dodatek, aby je sobie zapewnić, zwalczamy przesyt. Po furze frytek nie obędzie się cez słusznej porcji tortu, i w konsekwencji możemy sobie darować zaplanowaną dietę.
Pragnienia mogą się usamodzielnić. A co się wtedy dzieje – zademonstrował w 1954 roku, w legendarnym już dzisiaj eksperymencie, kanadyjski neurolog James Olds. Wsunął szczurom cienką elektrodę do podwzgórza, owego rejonu w śródmózgowiu wywołującego pożądanie. Następnie podłączył do okienka drut, przy użyciu którego zwierzęta same porażały się niewielkimi ładunkami – stymulując w ten sposób właściwe centrum mózgu. Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niewiele czasu musiało minąć, aby szczury nie odchodziły od okienka ani na krok. Zapomniały o całym bożym świecie i tylko naciskały dźwignię. Olds zarejestrował do 6000 autostymulacji na godzinę. Ku jego zdumieniu okazało się, że seks juz nie odgrywa dla szczurów żadnej roli, co więcej – nawet nie myślą o jedzeniu i piciu. Ryzykowały życiem za odrobinę szczęścia! Olds wyłączył po kilku dniach stymulator – tylko dzięki temu szczury przeżyły.

Strona 5 z 10« Pierwsza...34567...Ostatnia »