• Twitter

    • Kategorie

    • Archiwum

    • Ekosystem

      Subskrypcja RSS Libria.pl na Facebooku Obserwuj na Twitterze

    • Oglądaj wideo Oglądaj zdjęcia Zupa literatu - literatura w szczególe

    Kilka słów, kilka tematów #3

    Z całym szacunkiem dla p. Polańskiego, ale wszędzie, gdzie nie spojrzę i skieruje swój słuch, czytam i słyszę o tej sprawie. Mam czasami nieodparte wrażenie, że mass media upodabniają się do władzy sądowniczej. Nie widzę powodów dla których nie można wyrazić szacunku dla prawa, a jednocześnie ofiary i sprawcy. Czy nie można choć na chwilę umilknąć? Sądzę, że tak… i to chyba będzie ten głos w sprawie, który da początek dobremu zakończeniu całej tej skomplikowanej historii.

    Pozwolę sobie na mała reklamę. Nie znam twórczości p. Krzysztofa Kotowskiego, tym bardziej ucieszył mnie poniższy fakt. Mowa mianowicie o aktualnym wydaniu magazynu dla kobiet “Sukces”, do którego dołączona jest jedna z książek p. Krzysztofa pt. “Marika”. Wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego, ale cena zwraca na siebie uwagę (słownie: dziesięć złotych). Bardzo zastanawiająca polityka, która z pewnością zaowocuję aprobatą wszystkich moli książkowych. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek… Cóż, samo pismo bardzo “schematyczne”, ale po pobieżnym przekartkowaniu wzrok przykuwają dwa artykuliki. Jeden dotyczący naszych noblistów (mianowicie p. Miłosza i p. Szymborskiej) i drugi na temat Michaela Jacksona. Poza tym dużo snobizmu, seksu, blichtru, “photoshopa”, czyli jednym słowem “bezpłciowy standard”. Ewidentnie brakuje prawdziwego pisma dla kobiet i prawdziwego pisma dla wielbicieli literatury.

    Rzadko, a właściwie prawie w ogóle nie zdarza mi się zapowiadać nowości książkowych. Tym razem mały wyjątek. Opublikowany na stronach wydawnictwa W.A.B. fragment książki Juli Zeh pt. “Ciemna materia” bardzo, ale to bardzo przykuł moja uwagę, wzbudzając we mnie chęć jak najszybszego jej pochłonięcia. Boję się rozczarowania, boi się moja kieszeń, a z drugiej strony niepokojąco kusi…

    Już za chwilę Jan Himilsbach od tej mniej znanej strony…

    “Wykluczeni” Elfriede Jelinek

    Rozpocznę nietypową tezą i powiem wprost. Ten kto miał okazje spotkać się z pisarstwem Jelinek, bez większego namysłu rozpozna jej charakterystyczny styl, a i również bez większych komplikacji przebrnie przez ciężar tematyki, którą porusza w “Wykluczonych”. Dla pozostałych powyższa “wiwisekcja” może nie mieć końca, a niekiedy też może wzbudzić pewne uczucie “niesmaku”.

    W całej historii mamy tylko dwa wydarzenia ściśle umieszczone w przestrzeni czasowej. Pierwsze, które jest specyficznym wstępem do wiwisekcji głównych bohaterów i drugie pokazujące konsekwencje schematów, w które są uwikłani, a jednocześnie – jak podkreśla sama Jelinek – będące również inspiracją do napisania książki.

    Sophie, Hans, Rainer i Anna. Wszyscy wywodzą się z różnych środowisk. Hans elektryk jest synem lewicowej aktywistki, Sophie jest córką potentata przemysłowego natomiast Rainer i Anna są rodzeństwem i pochodzą z drobnomieszczańskiej rodziny, której głową jest były oficer SS o skłonnościach do sadyzmu. Całą czwórkę poznajemy w Parku Miejskim w którym regularnie dokonują napadów rabunkowych na przechodniach. Z początku głównym motywem ich działania jest kradzież pieniędzy, ale jak się później okazuje, nie jest to jedyny powód dla którego urządzają makabryczne napady. W dalszej części książki Jelinek rozpoczyna swoją opowieść o relacjach łączących całą czwórkę. Często stosuje dygresje, niejednokrotnie “wchodzi w umysły” młodych bohaterów, ale przez cały czas całość historii kreślona jest z punktu widzenia trzeciej osoby, wprowadzając tym samym pewną aurę obiektywizmu i swoistego chłodu emocjonalnego. Z każdym zdaniem, coraz lepiej poznajemy relacje panujące między parami oraz relacje rodzinne. W ich kontekst w sposób zamierzony i “intensywny” autorka wplata ideologie, pewien schematy światopoglądowe snujące się w powojennej Austrii lat pięćdziesiątych. Wszechobecny marazm i bieda doprowadzają, a właściwie pogłębiają i tak już patologiczne relacje.

    Opisy przeżyć całej czwórki Jelinek buduje za pomocą takich “sugestywnych” sformułowań jak: “Przecież powinien…”, “Tak robią chłopcy w jego wieku…”, “To jest wymagane…”, “Nie chce być…”, “Na tym polega…”. Ich nagromadzenie niekiedy może przytłoczyć czytelnika, ale też jednoznacznie autorka daje do zrozumienia, że cały ten ideologiczny marazm jest kołem napędowym patologii dziejącej się na kartach powieści, wręcz sugeruje, że nasi bohaterzy są niczym innym jak bezwłasnowolnymi trybikami maszyny, która pędzi określoną ścieżką. Mimo usilnych prób młodych bohaterów, mających na celu wydostanie się z błędnego koła marazmu, a ściślej ucieczki od “powtarzania losu i czynów pokolenia swoich rodziców”, to i tak ostatecznie ponoszą klęskę, która prowadzi tylko do frustracji. W skutek jej nagromadzenia dochodzi do eskalacji agresji. Wspomniane napady z pobiciem stają się nie tylko potrzebą zdobycia gotówki, czy poprawienia swojego bytu materialnego. Są przede wszystkim próbą zaakcentowania swojego “ja”, a także najprostszym wyrazem buntu młodzieńczego… buntu przeciw zastanej rzeczywistości.

    Nie znajdziemy w tej książce pozytywnych emocji. Gęsta i posępna atmosfera “jedynej i słusznej drogi” towarzyszy nam do ostatniej strony. Wiele opisów nacechowanych jest brutalnością. Nie inaczej jest z miłością, której w historii tej czwórki po prostu nie ma. Pojawiający się od czasu do czasu seks jest wyłącznie środkiem do uzyskiwania władzy nad drugą osobą i nieudaną próbą zniwelowania poczucia samotności. Nagromadzenie zła, pewne zniekształcenia chronologiczne, liczne powtórzenia i niejasności sprawiają, że wspomniana atmosfera zdaje się udzielać czytelnikowi, który w przeciwieństwie do tych młodych ludzi, ma możliwość ucieczki. Oni jej nie posiadają. Sophie, Hans, Rainer i Anna zmierzają drogą, której kresem będą makabryczne wydarzenia…

    Wiele osób podkreśla, że pod względem fabularnym jest to “najgorsza” książka Jelinek. Z pewnością nie jest to łatwa lektura, ale jej ciężar wcale mnie nie przeraził – wręcz odwrotnie. Styl austriackiej pisarki przypadł mi do gustu, choć to właśnie on sprawia, że jej twórczość należy sobie “dawkować” w odpowiednich, a przede wszystkich umiarkowanych ilościach.

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    autor: Elfriede Jelinek
    tytuł: Wykluczeni
    tytuł oryginału: Die Ausgesperrten
    język oryginału: niemiecki
    liczba stron: 269
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2007
    oprawa: miękka
    wymiary: 125 x 195 mm
    wydawca: Wydawnictwo W.A.B.
    ISBN: 978-83-7414-118-5
    seria: -

    Kilka słów, kilka tematów #2

    Namnożyło się trochę tematów godnych krótkiej wzmianki… może nie tak krótkich jak “twitterowe” 160 znaków, ale do rzeczy.

    więcej w temacie “filmowo”…
    Już niedługo, dokładnie za tydzień, będzie można obejrzeć zapowiadany przeze mnie film oparty na książce Coelho pt. “Weronika postanawia umrzeć”. Zagraniczne recenzje nie pozostawiają złudzeń, ale też nie ma druzgocącej krytyki. Widzowie z pewnością “cieplej” przyjęli ten film. Premiera 2 października.

    Kolejna pozycja, niezwykle miłe zaskoczenie. Sam nie wiem jak mogłem przeoczyć taki film. Z drugiej strony to i tak, co jest zastanawiające, nie jest o nim głośno. Nie spodziewałem się ekranizacji, ale obejrzeć wypada – z uwagi choćby na wyśmienitą książkę.


    Doriana Gray [Oscar Wilde] – film

    “Portret…” posiada fabułę pozwalającą na stworzenie wspaniałych obrazów (sic!) na ekranie. Potencjał jest. Pewien uniwersalizm również. Z niecierpliwością czekam, bo mimo, że lektura książki nie należy do przyjemnych (podejmuje bardzo trudne tematy), to powiem z własnych doświadczeń, że wraz z upływającym czasem, coraz bardziej zaczyna doceniać się kunszt Wilde’a i “ogólne problemy”, które porusza w “Portrecie…”.

    Aktorów nie znam. Klimat najprawdopodobniej udało się stworzyć, a więc pozostaje tylko trudna sztuka umieszczenia wielowątkowości (i głębi) książkowej fabuły na ekranie. Na zachętę powiem, że każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście o ile będzie to dobra ekranizacja. Dlaczego? Bo mamy tutaj do czynienia z powieścią historyczną, wątkami obyczajowymi, klimatem grozy, thrillerem i szczyptą “ujęcia” psychologicznego. Mnogość imponująca a i zadanie przed twórcami niezwykle trudne i wymagające. Czy się udało? Przekonamy się już wkrótce. Premiera światowa miała miejsce 9 września, u nas jak na razie cisza.

    PS. “Portret Doriana Graya” przenoszono już kilka razy na duży ekran, nigdy jednak z takim “rozmachem”. Komiczna sytuacja, bo o filmie dowiedziałem się ze swoich statystyk. We wrześniu wyjątkowo dużo osób przybyło do mnie z Google’a. Szukana fraza to “portret doriana graya”. Zastawiałem się skąd taki wzrost popularności tej pozycji? I jak widzicie, znalazłem odpowiedź.

    mniej o ebookach, konkretnie o projekcie eClicto
    Dla niewtajemniczonych, eClicto to nazwa czytnika ebooków (pierwszego na naszym rynku) i platformy dystrybucji i sprzedaży książek elektronicznych . Projekt miał wystartować na dniach, kilka dni temu pojawiła się oficjalna notatka prasowa, tradycyjnie już bardzo oszczędna i enigmatyczna. Start systemu, po uprzednim zbadaniu rynku, przesunięto na miesiąc grudzień. Trudno cokolwiek wywnioskować z tej informacji. Być może chodzi o lepsze przygotowanie projektu pod względem technicznym? Mogło też dojść do tej powyższej sytuacji ze względu na małe zainteresowanie wydawnictw. Jakiekolwiek były to przyczyny, to jest jeden pozytywny aspekt. Cena czytnika z szacowanych 1000-1200 zł została obniżona do kwoty 800-900 zł i co ważne, wraz z tą kwotą dostaniemy 100 darmowych książek elektronicznych. W chwili obecnej należy mieć nadzieję, że producent nie wycofa się z deklaracji, a nawet postawi na dalsze obniżanie ceny czytnika, nie wspominając o tak oczekiwanym przeze mnie wprowadzeniu “modelu abonamentowego”. Niestety, znowu muszę zakończyć słowami “należy się uzbroić w cierpliwość”. Znając nasze realia, to chyba jednak lepiej, żeby trwało to dłużej, a było bardziej “przemyślane”. Zobaczymy i być może nawet przeczytamy…

    Trochę zabawy

    czas zacząć. Znana szerokiej publiczności Mary zaprosiła mnie do udziału. Cóż, za “łańcuszkami” i tym podobnymi nie przepadam, ale w tym razem zrobię (z pewnością nie ostatni) wyjątek. Odmówić nie mogę, tym bardziej, że zaprosiła mnie – jakkolwiek zabrzmi to mało kreatywnie – kobieta niebywałej urody (i charakteru również).

    1. gdyby ceny baryłek ropy i wody pitnej były identyczne?
    Tak było przez długi czas w Ameryce i jaki efekt? Wspaniała ilość i jakość dróg. Chyba nie ma nic piękniejszego niż nieograniczona możliwość podróżowania?

    2. gdyby zwierzęta były inteligentniejsze niż ludzie?
    Jeśli chodzi o emocjonalną stronę inteligencji, to z pewnością są. Dlatego warto już teraz uczyć się od nich pewnych rzeczy i zachowań. Jakby były inteligentniejsze? Wreszcie moglibyśmy dojść do pełnego porozumienia. Same zalety.

    3. gdyby ludzie nie potrzebowali snu?
    Nic by się nie zmieniło. Tempo życia zwiększyłoby się o 1/3. Chociaż, jak tak myślę, to może nastąpiłoby szybsze załamanie ogólnej kondycji ludzkości? Swoją drogą – nie! Spokojne poranki są jednym z lepszych momentów (zapewne nie tylko) mojego życia. Niech sobie dalej ludzie trwają w sennym błogostanie…

    4. gdyby ludzie nosili swoje domy na plecach, niczym żółwie?
    Znowu nic by się nie zmieniło. Ludzie i tak z biegiem czasu uzależnili się od rzeczy materialnych. Stopień tego uzależnienia jest już właściwie chorobą naszych czasów, czyż nie jesteś tym co posiadasz?

    5. gdyby ludzie musieli spędzać co trzeci rok poza krajem swojego urodzenia?
    To już zakrawa o jakiś totalitaryzm, którego nie toleruję. Wszelkie tego typu przejawy należy wręcz tępić! Co to znaczy “musieli”?

    Prawda, że mało kreatywnie? Widzę, że łańcuch zabawy „splątał” już wszystkich, choć może Chihiro i Chiara będą chciały się jeszcze „poplątać” tj. pobawić z nami? Zresztą, zapraszam wszystkich do tej dwuznacznej zabawy…

    “Vaterland” Robert Harris

    Wydarzenia ostatnich miesięcy oraz szereg rocznic związanych z rozpoczęciem II wojny światowej stanowią doskonałą okazję do sięgnięcia po debiut beletrystyczny Harrisa. Niezmiennie od lat, Brytyjczyk w bardzo udany sposób konfrontuje w swoich książkach szeroko rozumiane wątki sensacyjne i dobrze skonstruowaną historię alternatywną. Powyższy mariaż z jednej strony dostarcza czytelnikowi dużej dawki rozrywki, a z drugiej strony jest impulsem do przemyśleń nad obecną rzeczywistością.

    Rok 1964. Nazistowskie Niemcy niepodzielnie panują w Europie. Od zakończenia działań wojennych świat pogrążony jest w stanie permanentnej “zimnej wojny”. Obchody siedemdziesiątej piątej rocznicy urodzin wielkiego przywódcy Adolfa Hitlera stają się doskonałą okazją do przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi i Trzecią Rzeszą. W trakcie rozpoczęcia przygotowań do przyjęcia prezydenta USA dochodzi do serii zabójstw. Inspektor Kriminalpolizei Xavier March, który rozpoczyna oficjalnie śledztwo, niedługo po jego rozpoczęciu dowiaduje się, że tajemniczymi zabójstwami interesują się również agenci niemieckiego wywiadu, szpiedzy oraz amerykańska dziennikarka. Rozpoczyna się wyścig, który może doprowadzić do upadku obecnego światowego układu geopolitycznego…

    Patrząc z perspektywy czasu, scenariusz wydarzeń zaprezentowany w tej książce mógł mieć jak najbardziej realny wydźwięk. Nazistowskie Niemcy, niczym Cesarstwo Rzymskie, dzięki zwycięstwu nad Rosją i Wielką Brytanią, niepodzielnie panują w Europie. “Ostateczne rozwiązanie”, czyli operacja eksterminacji Żydów i części Słowian została nie tylko dokonana, ale przede wszystkim starannie zatuszowana, zarówno przed narodem niemieckim jak i całą społecznością międzynarodową. Czy tak mogłyby potoczyć się losy, gdyby Niemcom udało się zdobyć Moskwę, a Stany Zjednoczone nie podjełyby żadnych działań na arenie światowej? Całkiem możliwe. Nie mniej Harris opisując strukturę na jakiej opiera się funkcjonowanie Rzeszy wskazuję, podkreśla jednocześnie elementy, które pozwoliły zaistnieć obecnej sytuacji. Śledztwo prowadzone przez Marcha z biegiem wydarzeń jednoznacznie odsłania kulisy funkcjonowania państwa totalitarnego będąc równocześnie przestrogą przed zgubnymi działaniami skrajnie nacjonalistycznych ideologii, których podstawą jest strach i propaganda. Prywatne i zawodowe życie głównego bohatera jest dowodem na to, jak skuteczna może być propaganda oparta na kulcie silnego państwa. Ustabilizowane życie oficera Kripo i powszechna indoktrynacja, zagwarantowane przez państwo, doprowadza do wyparcia ze swojej świadomości potrzebę zmian. Dochodzi do paradoksu w którym to powszechna przeciętność obywateli państwa totalitarnego wsparta dużą dawką zakłamania stwarza pozory powszechnego bezpieczeństwa i wspomnianej stabilizacji.

    Istotną cechą państwa totalitarnego jest prowadzenie ścisłej polityki propagandowej, w której to nadzoruje się i ogranicza przepływ wszelkiej informacji i wiedzy wśród obywateli. W toku dochodzenia prowadzonego przez Marcha, pojawia się coraz więcej faktów i znaków zapytania. Nieoczekiwanie na drodze inspektora, pojawia się amerykańska dziennikarka, która dzięki swojej zawodowej ciekawości i urodzie zdobywa szereg informacji dotyczących serii zabójstw. Xavier początkowo nie ufny w stosunku do młodej dziewczyny z czasem rozpoczyna współpracę, co w efekcie pozwoli im nie tylko na szybsze rozpoznanie sprawy, ale przede wszystkim stanie się przyczyną zbliżenia emocjonalnego tej dwójki i jednocześnie mocno skomplikuje ich dalsze losy…

    Jak to często bywa u Harrisa, w pewnym momencie wątki sensacyjne nabierają kształtu i nadają tempa całej fabule, by za chwilę “ostudzić” całość nielicznymi scenami obyczajowymi. Pojawia się trochę elementów powieści szpiegowskich, dużo dygresji historycznych, które oparte są na realnych dokumentach (często bezpośrednio przytaczanych w powieści). I to właśnie pozornie niepasujące połączenie fikcji i prawdziwych dokumentów stanowi bardzo ciekawy element całej fabuły, miejscami niekiedy tak doskonale przygotowanej, że mniej zorientowany czytelnik może się pogubić, gdzie kończy się prawdziwa historia, a zaczyna się fikcja. Duże uznanie należy się pisarzowi, bo widać tutaj bardzo dobre przygotowanie do podejmowanych tematów, a zdradzę Wam tylko, że pojawia się bardzo dużo nawiązań do naszej historii.

    Jak określić styl Harrisa? Z zawodu jest dziennikarzem, czyli mamy do czynienia z krótkimi zdaniami, a budowanie klimatu odbywa się za pomocą plastycznych, ale nie szczegółowych opisów. Jednym słowem umiar, który pozwala na zachowanie kompromisu między tempem akcji i całościowym sensem powieści. Jest to pisarstwo, które naprawdę wysoko cenię, właśnie z powodu swojego specyficznego minimalizmu.

    Chciałbym zaznaczyć, że znak jakości, który postanowiłem przyznać tej książce, dotyczy właściwie całej twórczości Roberta Harrisa, która w moim przekonaniu jest naprawdę godna uwagi i ze względu na styl pisarza i na pięknie skonstruowane, a przede wszystkim skłaniające do refleksji, historie alternatywne.

    Jest to bardzo dobra pozycja dla osób, które mają tendencje do patrzenia w czarno-białych kolorach na skomplikowaną przeszłość Europy. Pytanie tylko, czy będą w stanie wydobyć z tej silnie nacechowanej sensacją powieści odpowiednie (nie tylko “rozrywkowe”) wartości.

    Jako ciekawostkę dodam, że “Vaterland” doczekał się ekranizacji, o której nie omieszkam wkrótce wspomnieć. Tymczasem gorąco zachęcam do lektury.

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    autor: Robert Harris
    tytuł: Vaterland
    tytuł oryginału: Fatherland
    język oryginału: angielski
    liczba stron: 361
    miejsce wydania: Katowice
    rok wydania: 2008
    oprawa: miękka
    wymiary: 110 x 175 mm
    wydawca: Wydawnictwo Książnica
    ISBN: 978-83-245-7646-3
    seria: -

    Strona 4 z 12« Pierwsza...2345610...Ostatnia »