• Subskrypcja RSS Buzz Twitter Zdjęcia Wideo

  • Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...... http://j.mp/bURemk
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie p... http://j.mp/dpsojE
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opow... http://j.mp/9IN2BP
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie pozostaną ewenementem.
    12:38 AM Mar 07, 2010, comment
    Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...
    12:35 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opowiadania do przeczytania (bądź pobrania).
    12:34 AM Mar 07, 2010, comment
    Rzadko zgadzam się z P. Bogdanem. Poniższa opinia jest wyjątkiem.

    Szymborska trzykrotnie zgwałcona « Internetowy Obserwator Mediów - bogdan.wordpress.com
    8:52 PM Mar 01, 2010, comment
    Dokument o naszej noblistce z pewnością jest "swoistym wydarzeniem", ale Katarzyna Kolęda-... http://j.mp/bPgqez
    7:53 AM Mar 01, 2010, comment
     

Spamerzy atakują

Cały czas mam problemy z dostępem do internetu, a z kolei różne boty spamujące – nawiasem mówiąc bardzo inteligentne – wręcz odwrotnie. W drugim półroczu mam u siebie wyjątkowo dużą aktywność spamerów, co przekłada się oczywiście na mnóstwo spamowych komentarzy. Co ciekawe potwierdzają to inni internauci, webmasterzy i oficjalne raporty. Czas już najwyższy zająć się tym problemem, póki jeszcze “niechciane treści” stanowią “tylko” 95% (sic!) wszystkich danych krążących w sieci.  Z czasem może być tylko trudniej. Skądinąd wspaniały wordpressowski Aksimet cały czas skutecznie walczy z botami, ale i tak należałoby codziennie przeglądać regularnie uzupełniane “wysypisko informacji”. Nie ukrywam, że wymaga to czasu. W związku z powyższym pozwoliłem sobie na wprowadzenie dodatkowego zabezpieczenia, które mam nadzieję wyeliminuje problem w 100%.

System przetestowałem w jedynie słusznych przeglądarkach ;), mianowicie: Firefox, Chrome, Opera. We wszystkich działa bezproblemowo. Nie mniej jednak gdybyście napotkali jakieś przeszkody, błędy, czyli najzwyczajniej w świecie Wasz komentarz nie chciałby się pojawić, to proszę o kontakt na mejla lub poprzez formularz (tak, tam też jest anty-spamowy captcha ;)).

Wczoraj zapowiadało się na burzę, ale ostatecznie jej nie było. Prądu zresztą również. Strasznie jestem uradowany, zbliża się jesień. Oby tylko obfita w swoją charakterystyczną wspaniałość. Szkoda że wraz z nią ten przeklęty październik z rokiem akademickim ;) Sebald już za chwilę…

Blogday 2009

Wybaczcie, tym razem krótko. Miało być “bla, bla, bla”, ale i tak myślę, że wszyscy doskonale sobie zdajecie sprawę co to jest ten “blogday”. Wyjdę z szeroko przyjętej konwencji i powiem w ten sposób. Nie będę typować pięć blogów. Wszystkie w takim samym stopniu zasługują na uwagę. Smuci mnie fakt, że gdy patrzę w “cyferki” to widzę, że mój powiększający się zestaw linków (można też skorzystać z bardziej zaawansowanego narzędzia, czyli delicious i mój profil) nie przykuwa uwagi odwiedzających i jednocześnie dziwię się, bo subiektywnie prezentuje się tam “wartościowa” część, a właściwe wycinek blogosfery. W związku z powyższym mój mały apel: zwracajcie czasami uwagę na linki. Spełniają one konkretną rolę i warto z nich korzystać, a niekiedy nawet pokusić się o małą aktualizację na swoim “poletku internetowym”.

Szkoda, że tylko w ten jeden dzień roku zestaw linków, który towarzyszy większej części stron internetowych, jest tak chętnie “oblegany”. Nie inaczej jest tym razem. Dowód? 14 wyjść z tamtej okolicy. Cóż, jeszcze raz: zwracajcie uwagę na swoje linki i pozwólcie mi jak i Waszym odwiedzającym na zapoznanie się z jeszcze większą ilością wspaniałych blogów, bo chyba większość czytających ten wpis podziela moją opinię, że blogi są jednym z najbardziej wartościowych zjawisk w internecie.

Było cudownie

Powyższe słowa kieruję w stronę zakończonych dzisiaj Mistrzostw Świata w Berlinie. Wszelkie dotychczasowe zmagania sportowe obserwowałem w przeważającej części w internecie, który tym razem “odmówił‚” posłuszeństwa. I w sumie to dobrze. Po raz pierwszy od dwóch lat, miałem przyjemność‡ obejrzeć zmagania sportowców na ekranie telewizora wraz z najlepszym marketingowym odkryciem ostatnich lat czyli “obrazem HD”. Dlaczego był‚o cudownie? Wiele czynników należałoby wymienić‡, a liczbę medali naszej reprezentacji wspomnieć należy jako ostatnią…, ale o tym za chwilę.

Po pierwsze pogoda. Bardzo udana, i dla kibiców, i dla sportowców. Po drugie miejsce rozgrywek. Niemcy, Berlin. Cóż, jeżeli chodzi o porządek i organizację™, nie ma chyba lepszej na świecie. To było można odczuć, abstrahując od pomyłki, bo tak należy to nazwać, w trakcie przyznawania medali tyczkarkom. I po trzecie i chyba najważniejsze – czystość zmagań„. Nie było kontrowersji zarówno od strony rywalizacji, jak i nielegalnych środków.

Wspaniałe zawody, piękno sportu i triumf "królowej sportu"

Wspaniałe zawody, piękno sportu i triumf "królowej sportu"

Nie było spektakularnych wyników, wspaniałych rekordów, niesamowitych niespodzianek. Przepraszam… nasza pozycja medalowa może być zaskoczeniem. Nie ukrywam jestem wielkim fanem zmagań lekkoatletycznych, niezmiernie miło mi było obserwować rywalizację i emocje sportowców. Dawno już nie pamiętam kiedy tak dużo czasu spędziłem przed telewizorem. Warto, bo rozrywki było co niemiara. Realizatorzy bardzo profesjonalnie podeszli do pracy, komentatorzy też większych wpadek nie zaliczyli.

Tradycyjnie już moje oko najbardziej cieszyły konkurencje biegowe. Czasy nie były wyśrubowane, kilka małych niespodzianek pojawiło się™. Bolt zgodnie z oczekiwaniem komentatorów i organizatorów dostarczył show na niezwykle wysokim poziomie. Miło zaskoczyła nas Anita Włodarczyk. “Caryca tyczki” podobnie, ale to jest właśnie magia sportu. Dodać należy magia bardzo nieprzewidywalna.

Wspaniale było obserwować nie tylko samą …rywalizację™, ale też organizację™, kibiców, których naprawdę nie zabrakło. Niezwykle ciekawe były również rytuały samych zawodników w czasie rozgrzewki czy tuż przed startem.

Lekkoatletyka nie bez powodu nazywana jest królową sportu. Wszelkie inne dyscypliny z “pompatyczną…” i chwytliwe marketingową… piłką …nie mogą się równać. Oczywiście jest to moje osobiste zdanie, ale też duże znaczenie ma tutaj tradycja sięgająca nie tylko antycznych czasów, ale przede wszystkim, tego “specyficznego elementu›” (żeby nie powiedzieć metafizyki) w którym mieści się kwintesencja sportu, rywalizacji, być może pewnego mitu?

Podobnie jak Grecy i Rzymianie, tak i ja, a i z pewnością …większość tych którzy oglądają… zmagania lekkoatletyczne, obok poszukiwania czysto sportowych emocji, liczą… również na ucztę™ estetyczną. Tak, ja nigdy nie ukrywałem, że te wszystkie sylwetki zarówno kobiece jak i męskie budzą niesamowite wrażenia estetyczne, czyli wartość, która dla Greków była oczywista, a dla nas w dzisiejszych czasach zepchnięta, wręcz mam wrażenie zapomniana, na rzecz rekordów, wyników i wielkich pieniędzy. W powyższym znaczeniu sport (zarówno zawodowy jak i amatorski) nabiera szerszego i głębszego kontekstu. Jeżeli mowa o kontekście, to podziwiając (i jednocześnie uprawiając) lekkoatletykę™, nigdy nie mogłem zrozumieć – i wątpię™ czy to się™ zmieni – kulturystyki.

Cóż, aby trochę™ “ostudzić emocje” to powiem, że jest mi przykro. Sport jest chyba jedną z najciekawszych… pozycji… w naszej telewizji. Wracając do “naszego sukcesu”, to po pierwsze, nie jest on nasz, bo to Ci indywidualni sportowcy tylko dzięki swojej ciężkiej pracy wywalczyli go sobie. Po drugie cały czas sądzę, że Polacy nigdy nie mieli do czynienia z wielkim sportem i budzi się™ we mnie niesmak kiedy słyszę™ o “wunderteamie” i tym podobnych jakże przepełnionych pychą…, zaściankowością… i “polskością…” słowach. Każdy kto ma do czynienia bliżej ze sportem wie jak było i jest. Tak na marginesie, to zachowanie Majewskiego trąciło trochę™ taką… “polską… butnością”, ale w dużej mierze wpływ na to ma wspomniana “otoczka sukcesu”, przynajmniej ja to tak sobie tłumaczę…

Tak czy inaczej, należy podziękować wszystkim sportowcom. Naszym reprezentantom również. Dostarczyli wiele niesamowitych chwili i chylę™ czoła przed nimi, jak i przede samą… lekkoatletyką…, która królową… jest i nic tego nie zmieni. Nie sposób jej nie kochać, a Greków z roku na rok coraz bardziej rozumiem. Powiedziałem sobie, że w przyszłości chciałbym chociaż na jeden dzień„ znaleźć się™ na jednym z takich stadionów i mam nadzieję™, że kiedyś ›uda mi się spełnić wspomniane marzenie.

Nowoczesna książka

Zanim przejdę do właściwego tekstu chciałbym zaznaczyć, że za wyrażonymi poniżej opiniami nie stoi, a ściślej mówiąc, nie ma wpływu żadna z firm wymienionych w tekście.

Kolokwialnie i bardzo skrótowo można rzec, że “gonimy zachód”. Co mnie osobiście zaskoczyło? Fakt, że idzie nam to coraz lepiej. Stara poczciwa książka a wraz z nią stary nie mniej poczciwy druk musi przejść metamorfozę. Jak wiadomo, nie ma nic bardziej stałego w życiu jak zmiany, tak więc prędzej czy później to nastąpi. Zachód, tu rozumiany przede wszystkim w postaci Ameryki od co najmniej trzech lat bardzo dynamicznie przekształca szeroko rozumiany rynek wydawniczy. Mowa tutaj o ebookach i audiobookach, które siłą swej natury kompletnie przeobrażają mówiąc językiem ekonomicznym, dystrybucję i konsumpcję produktu jakim jest książka. Popularność zyskał Kindle, za nim powstało i powstaje wiele konkurencyjnych czytników. Dzisiaj (bądź też w niedalekiej przyszłości pojawią się) na tym polu pojawiły się konkurencyjne czytniki takie jak Sony Reader (szczególnie duża popularność w krajach azjatyckich), eSlick (producenta znakomitego czytnika PDF Foxit Reader’a), JetBook, Smasung Papyrus (premiera w drugiej połowie roku) czy Plastic Logic (premiera zapowiadana na rok 2010). Korzyści są jak najbardziej oczywiste. Wygoda, dostępność, cena. Pierwsze dwa aspekty nie wymagają rozwinięcia. Trzeci natomiast pozostaje kwestią czasu – wiadomo nowe technologie do czasu popularyzacji są relatywnie kosztowne. Wiadomym jest również fakt, że owe technologie do Europy, a w szczególności do Polski “przypływają” z dużym “opóźnieniem” (dwa lata to średni czas potrzebny na pojawienie sie na naszym rynku technologicznych nowości). Dzisiaj chciałbym poopowiadać trochę o naszym rynku, powoli, bardzo powoli otwierającym się na rewolucyjną zmianę w zakresie dystrybucji książki.

eClicto - polski Kindle?

eClicto - polski Kindle?

Kindle 2, które jest nie mniej popularny jak jego straszy brat od pewnego czasu zaprząta moją głowę. Mianowicie nosiłem się z zamiarem zakupu takiego czytnika. Jak na razie jedyną i bardzo solidną przeszkodą jest cena tego urządzenia. Do niedawna sądziłem, że będę skazany na Kindle’a, ale pojawiło się miłe zaskoczenie. Mówię tutaj o polskim czytniku pod nazwą eClicto. Parametry urządzenia są już powszechnie znane i nie odbiegają one znacząco od swojego zachodniego kolegi. Co do ceny i całej platformy niezbędnej do pełnego skorzystania z funkcjonalności eClicto, to jest kwestia kilku najbliższych miesięcy. Projekt rozpocznie swoją działalność zgodnie z informacjami producenta we wrześniu. Wtedy poznamy ceny zarówno samego czytnika jak i ebooków. Nie mogę powiedzieć czy też przewidzieć, czy się uda grupie Kolporter z powodzeniem wprowadzić, jakby nie patrzeć, nowatorska na naszym rynku sieć dystrybucji. Mają duże szanse powodzenia, ale spełnionych musi być kilka warunków. Nie jest moją intencja dogłębna analiza strategii, ale zwrócenie uwagi na oczekiwanie klienta, bardzo specyficznego i wymagającego elastyczności.

Cena urządzenia. Nowa technologia, koszt produkcji również duży. Czytnik w chwili obecnej adresowany jest do wąskiego grona entuzjastów, co też sprawia, że cena będzie znacząca (czytaj: wysoka). Jest to oczywiste. Po pierwsze musi ona zawierać się w realnym przedziale wartości takiego urządzenia, po drugie tak czy inaczej będą to drogie urządzenia, dlatego też niezbędne tutaj będzie wykorzystanie “instytucji abonamentu”. To on w dużej mierze pozwoli na większą ekspansję wśród potencjalnych klientów. Zasada prosta – umowa podpisywana na x miesięcy w której skład wchodzi dostęp do y ebooków w określonym czasie. Efekt? Większa sprzedaż, czyli większe przychody.

Druga ważna rzecz, wręcz niezbędna to marketing i reklama. Tutaj nie trzeba być specjalistą. Zresztą, jeżeli oferta Kolportera będzie atrakcyjna to i koszty poniesione na powyższe działania będą mniejsze. Co jest jeszcze bardzo ważne? Edukacja. Nie mówię tutaj o branży (choć to nieuniknione, że czytnik na stale zagości w szkołach), ale edukowaniu potencjalnych klientów. O co chodzi? Paradoksalnie wśród wielu (sic!) wielbicieli książek, tak zwanych moli książkowych, duża część z nich będzie sceptycznie nastawiona do “elektroniki”. Argumenty niezmienne od lat. Wyliczając w postaci słów-kluczy: kontakt, papier, zapach wolność, osobne życie, magia. Na “starcie” producent jest zobligowany to “lobbowania” na rzecz swojego produktu, bo jakby nie patrzeć mole książkowe są najlepszymi (czytaj: najbardziej przynoszącymi zyski) obecnie klientami księgarń. Druga strona edukacji (w domyśle także promocji), również szalenie istotna to wydawcy. W tym miejscu za wiele nie muszę dopowiadać zważywszy na osobliwy i dosyć oporny stosunek większości wydawnictw do wszelakich nowości technologicznych.

Osobną kwestią jest sprawa sprzętowa. Po pierwsze fizyczna solidność czytnika i jego ergonomia. Po drugie, oprogramowanie. Pierwszy punkt niezwykle zwany. Urządzenie mobilne z gruntu musi mieć “znamiona” solidności. Ergonomia, czyli coś dla rąk, a przede wszystkim naszych oczu. Ważna kwestią jest wielkość ekranu. W moim przekonaniu 6 cali jest mało wygodnym formatem nawet na książki. Optymalny i niemęczący format to 10 cali, który w tej chwili jest niesamowicie drogi. Nie zapominajmy jednak o gazetach, które to maja szanse zaistnieć tylko w tym drugim formacie. E-Ink, z którym miałem do czynienia, dzisiaj jest bardzo przyjazną technologią dla naszych oczu, a i z pewnością będzie ona w przyszłości siłą rzeczy coraz bardziej przyjazna na czym skorzysta tylko i wyłącznie nasz wzrok. I punkt drugi – oprogramowanie. Intuicyjność, z tym chyba nie będzie i nie ma większego problemu. Pojawia się on za to w postaci formatu ebooków. W chwili obecnej trwa walka o dominację na świecie pomiędzy kilkoma formatami ebooków. Niezwykle ważna rzeczą jest wyklarowanie się formatu wiodącego i jednocześnie bardzo funkcjonalnego dla urządzeń, a w efekcie dla użytkownika, a raczej czytelnika. Sądzę, że też jest to kwestia czasu.

Czy Kolporter ma szanse powodzenia? Powiem krótko – tak. Za moim stwierdzeniem stoi jeden niepodważalny fakt. Kolporter jest prekursorem na naszym rynku, więc siłą rzeczy, jeśli umiejętnie poprowadzić strategię ekspansji, to może zdobyć silną dominującą pozycję, która nie tylko przyniesie znaczące wieloletnie dochody, ale stanie się również przyczynkiem do powstania silnej konkurencji, a ta może wyjść tylko na dobre nam klientom.

Drugi podobnie “świeży” i niemniej ciekawy rynek to audiobooki. Dwa serwisy, dwie firmy wiodące nexto.pl i z o wiele skromniejszym stażem audioteka.pl. Dzisiaj chciałbym wspomnieć o tej drugiej, bardzo silnie wchodzącej na rynek audiobooków. Kilka dni temu w sieci pojawiła się informacja na temat współpracy Nokii i audioteki.pl w zakresie dystrybucji audiobooków. Intensywna kampania promocyjna rozpoczęła się wspólnym konkursem pod nazwą “Literatura w telefonie”. Działanie również prekursorskie ponieważ pierwszy raz Polsce tutaj cytuję notkę prasową “literatura trafia na stałe do telefonu komórkowego”. W najnowszych modelach Nokii (jak na razie wiemy o modelu biznesowym E52) pojawia się program “audioteka.pl audiobook player”, która pozwala na słuchanie audiobooków. Jak podkreślono, w przyszłości ma się pojawić opcja bezpośredniego zakupu i pobrania wybranych audiobooków na telefon. Współpraca podjęta przez obydwie firmy godna działań naszych zachodnich sąsiadów. Nokia promuję swoje telefony, a audioteka.pl uzyskuje platformę, osobliwy kanał dystrybucji swoich produktów. Więcej informacji można uzyskać z informacji prasowych, które “przedrukowuje” wiele dużych serwisów zajmujących się branżą. Nawiasem mówiąc, nie wiem jak owe duże portale chcą w przyszłości zarabiać, kiedy nie chce im się nawet dodać swojego autorskiego komentarza do przesłanych informacji. Ot, leniwe podanie informacji dalej i ewentualne „zarekwirowanie” przychodów z powyższego faktu. Ja natomiast chciałbym kilka słów dać a właściwie kilka pytań postawić od siebie. Po pierwsze nie oszukujmy się. Telefon jest telefonem, wszystko mające telefony istnieją tylko w reklamach. O co chodzi? Po pierwsze dopiero przy tak względnie dużej pojemności baterii, jaką prezentuje Nokia E52, można mówić o bezpiecznym słuchaniu audiobooków. Miałem w przeszłości „muzyczną Nokię” i wiem jak to wyglądało w praktyce. Do 3 godzin słuchania i… brak kontaktu ze światem. Noszenie ze sobą ładowarki trochę nieporęczne, zresztą nie wszędzie dostępny jest prąd. Oczywiście dokładnie nie wiadomo, jak wygląda sytuacja z reklamowanym modelem, ale z pewnością jest, będzie lepiej. Po drugie krytycznie podchodzę do przyszłości jaką jest bezpośrednie pobieranie audiobooków na komórkę. Tutaj kolejne dwa punkty wyodrębnię. Po pierwsze format pliku i jego wielkość. Po drugie kiepska infrastruktura zarówno jeśli chodzi o infrastrukturę i koszt bezprzewodowej transmisji danych oraz dostępność i powszechność darmowych hot spotów. Wyobrażacie sobie koszt (i czas) pobrania 500 Mb audiobooka? Dobrze powiedzmy, że będzie on “dostosowany” do telefonu komórkowego. To i tak mamy powiedzmy 200 Mb. Znacie dzisiejsze realia. Hot spotów szybkich i darmowych jak na lekarstwo. Skutek? Nie chcę być za bardzo sceptyczny, bo i naprawdę jestem pełen podziwu dla kroku, jaki uczyniła audioteka.pl, ale brak infrastruktury może być gwoździem do trumny całego projektu. Po pierwsze musi być unowocześniona technicznie i atrakcyjna cenowo infrastruktura. Po drugie telefon co najmniej z wi-fi musi być standardem. Wiadomo jaki wygląda rzeczywistość. Jak widzicie dużo wyliczeń, ale projekt godny obserwacji. Powiem wam szczerze, że audioteka.pl podobnie jak Kolporter ma szanse na sukces na naszym rynku właśnie za sprawa takich działań, a i przede wszystkim w chwili obecnej dzięki zawartości jaką ze sobą reprezentuje, ale o niej w przyszłym tygodniu opowiem trochę więcej.

Aktualnie trwa konkurs przygotowany przez firmę Nokia i serwis audioteka.pl w którym można wygrać wspomnianą Nokię E52. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zakup dowolnego audiobooka i odpowiedź na konkursowe pytanie.

I jeszcze jedno (a właściwie kilka) zdanie silnie nacechowane emocjami. Postanowiłem, że tym razem zamiast Nokii wypróbuje Samsunga. Metalowa solidna konstrukcja, „wnętrze” też bogate, cena bardzo, bardzo atrakcyjna. Efekt? Sześć miesięcy zwykłego użytkowania i… po solidnej konstrukcji. Wracam z ustami pełnymi przekleństw do Nokii. Owszem drogo, ale solidnie. Starajcie się omijać Samsungi :). Dobrej nocy.

Z cyklu “nasz wspaniały internet” #1

Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. Nius jak nius (link poniżej)… wiele takich powstało i jeszcze wiele powstanie. Nie jest to informacyjnie wartościowa treść. Na co chcę zwrócić uwagę? Na komentarze. Uwierzcie mi, co nie raz powtarzałem, że czasami “nieswojo” czuję się w internecie. Po pierwsze gromkie salwy radości mieszają się tutaj z przypływem wręcz niewyobrażalnej rozpaczy nad naszą mentalnością… czasami mam faktycznie wrażenie, że internet opanowany jest przez różnej maści frustratów i najbardziej się boję faktu, a właściwie tej świadomości, że oni żyją tuż obok mnie… Po drugie, jeszcze chyba daleka droga do nazwanie siebie obywatelem państwa o wysokiej kulturze cywilizacyjnej. Od razu zapowiadam, że tego typu mało odkrywczych wpisów może pojawić się więcej. >

Hemingway był przez pewien czas na liście agentów KGB

Co do Hemingwaya, jeżeli tylko poukładam sobie pewne życiowe zawijasy (czytaj: wygospodaruje czas) i nie stracę motywacji, to postaram się o porcję rzetelnych informacji dotyczących życia i twórczości papy.

Być może w przyszły weekend pojawi się też kilka słów o ekologii. W sumie to powinienem częściej nawiązywać do “zielonych tematów”.

Aktualizacja [19-07-09]: Kilka zdań więcej możemy przeczytać w dzisiejszym wydaniu Dziennika.  Sam tytuł “Hemingway, Orwell, Fleming byli tajniakami” jest zapowiedzią z jakim tekstem będziemy mieć merytorycznie do czynienia. Co do Hemingwaya, to jakby powiedzieli nasi kochani bracia K. “oczywista oczywistość” i sam Papa nie ukrywał, że bliskie mu były związki ze skrajną lewicą. Sam na początku bardzo przychylnie wypowiadał się na temat przewrotu dokonanego przez Fidela, dopiero późniejsze wydarzenia zrewidowały (w efekcie zmieniły) jego stosunek do wszelakich rewolucji i manifestacji. Generalnie po dzień dzisiejszy jest tak, że artyści poglądowo są bardziej związani z lewicą. To były jednak inne czasy, których tak jednoznacznie nie można oceniać, a co często zdarza się obecnie wielu dziennikarzom.

Strona 4 z 10« Pierwsza...23456...Ostatnia »