• Subskrypcja RSS Buzz Twitter Zdjęcia Wideo

  • Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...... http://j.mp/bURemk
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie p... http://j.mp/dpsojE
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opow... http://j.mp/9IN2BP
    12:59 AM Mar 07, 2010, comment
    Straszliwie, a może i nawet jeszcze bardziej uwielbiam ich niepoprawność i przenikliwość. Dla mnie pozostaną ewenementem.
    12:38 AM Mar 07, 2010, comment
    Ewidentnie ktoś powinien wstrząsnąć TVN-em. Coraz gorzej...
    12:35 AM Mar 07, 2010, comment
    Wydawnictwo Powergraph uruchomiło czytelnię. Liczymy na ciekawe pozycje, a na chwilę obecną dwa opowiadania do przeczytania (bądź pobrania).
    12:34 AM Mar 07, 2010, comment
    Rzadko zgadzam się z P. Bogdanem. Poniższa opinia jest wyjątkiem.

    Szymborska trzykrotnie zgwałcona « Internetowy Obserwator Mediów - bogdan.wordpress.com
    8:52 PM Mar 01, 2010, comment
    Dokument o naszej noblistce z pewnością jest "swoistym wydarzeniem", ale Katarzyna Kolęda-... http://j.mp/bPgqez
    7:53 AM Mar 01, 2010, comment
     

Kilka słów, kilka tematów #2

Namnożyło się trochę tematów godnych krótkiej wzmianki… może nie tak krótkich jak “twitterowe” 160 znaków, ale do rzeczy.

więcej w temacie “filmowo”…
Już niedługo, dokładnie za tydzień, będzie można obejrzeć zapowiadany przeze mnie film oparty na książce Coelho pt. “Weronika postanawia umrzeć”. Zagraniczne recenzje nie pozostawiają złudzeń, ale też nie ma druzgocącej krytyki. Widzowie z pewnością “cieplej” przyjęli ten film. Premiera 2 października.

Kolejna pozycja, niezwykle miłe zaskoczenie. Sam nie wiem jak mogłem przeoczyć taki film. Z drugiej strony to i tak, co jest zastanawiające, nie jest o nim głośno. Nie spodziewałem się ekranizacji, ale obejrzeć wypada – z uwagi choćby na wyśmienitą książkę.

“Portret…” posiada fabułę pozwalającą na stworzenie wspaniałych obrazów (sic!) na ekranie. Potencjał jest. Pewien uniwersalizm również. Z niecierpliwością czekam, bo mimo, że lektura książki nie należy do przyjemnych (podejmuje bardzo trudne tematy), to powiem z własnych doświadczeń, że wraz z upływającym czasem, coraz bardziej zaczyna doceniać się kunszt Wilde’a i “ogólne problemy”, które porusza w “Portrecie…”.

Aktorów nie znam. Klimat najprawdopodobniej udało się stworzyć, a więc pozostaje tylko trudna sztuka umieszczenia wielowątkowości (i głębi) książkowej fabuły na ekranie. Na zachętę powiem, że każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście o ile będzie to dobra ekranizacja. Dlaczego? Bo mamy tutaj do czynienia z powieścią historyczną, wątkami obyczajowymi, klimatem grozy, thrillerem i szczyptą “ujęcia” psychologicznego. Mnogość imponująca a i zadanie przed twórcami niezwykle trudne i wymagające. Czy się udało? Przekonamy się już wkrótce. Premiera światowa miała miejsce 9 września, u nas jak na razie cisza.

PS. “Portret Doriana Graya” przenoszono już kilka razy na duży ekran, nigdy jednak z takim “rozmachem”. Komiczna sytuacja, bo o filmie dowiedziałem się ze swoich statystyk. We wrześniu wyjątkowo dużo osób przybyło do mnie z Google’a. Szukana fraza to “portret doriana graya”. Zastawiałem się skąd taki wzrost popularności tej pozycji? I jak widzicie, znalazłem odpowiedź.

mniej o ebookach, konkretnie o projekcie eClicto
Dla niewtajemniczonych, eClicto to nazwa czytnika ebooków (pierwszego na naszym rynku) i platformy dystrybucji i sprzedaży książek elektronicznych . Projekt miał wystartować na dniach, kilka dni temu pojawiła się oficjalna notatka prasowa, tradycyjnie już bardzo oszczędna i enigmatyczna. Start systemu, po uprzednim zbadaniu rynku, przesunięto na miesiąc grudzień. Trudno cokolwiek wywnioskować z tej informacji. Być może chodzi o lepsze przygotowanie projektu pod względem technicznym? Mogło też dojść do tej powyższej sytuacji ze względu na małe zainteresowanie wydawnictw. Jakiekolwiek były to przyczyny, to jest jeden pozytywny aspekt. Cena czytnika z szacowanych 1000-1200 zł została obniżona do kwoty 800-900 zł i co ważne, wraz z tą kwotą dostaniemy 100 darmowych książek elektronicznych. W chwili obecnej należy mieć nadzieję, że producent nie wycofa się z deklaracji, a nawet postawi na dalsze obniżanie ceny czytnika, nie wspominając o tak oczekiwanym przeze mnie wprowadzeniu “modelu abonamentowego”. Niestety, znowu muszę zakończyć słowami “należy się uzbroić w cierpliwość”. Znając nasze realia, to chyba jednak lepiej, żeby trwało to dłużej, a było bardziej “przemyślane”. Zobaczymy i być może nawet przeczytamy…

Trochę zabawy

czas zacząć. Znana szerokiej publiczności Mary zaprosiła mnie do udziału. Cóż, za “łańcuszkami” i tym podobnymi nie przepadam, ale w tym razem zrobię (z pewnością nie ostatni) wyjątek. Odmówić nie mogę, tym bardziej, że zaprosiła mnie – jakkolwiek zabrzmi to mało kreatywnie – kobieta niebywałej urody (i charakteru również).

1. gdyby ceny baryłek ropy i wody pitnej były identyczne?
Tak było przez długi czas w Ameryce i jaki efekt? Wspaniała ilość i jakość dróg. Chyba nie ma nic piękniejszego niż nieograniczona możliwość podróżowania?

2. gdyby zwierzęta były inteligentniejsze niż ludzie?
Jeśli chodzi o emocjonalną stronę inteligencji, to z pewnością są. Dlatego warto już teraz uczyć się od nich pewnych rzeczy i zachowań. Jakby były inteligentniejsze? Wreszcie moglibyśmy dojść do pełnego porozumienia. Same zalety.

3. gdyby ludzie nie potrzebowali snu?
Nic by się nie zmieniło. Tempo życia zwiększyłoby się o 1/3. Chociaż, jak tak myślę, to może nastąpiłoby szybsze załamanie ogólnej kondycji ludzkości? Swoją drogą – nie! Spokojne poranki są jednym z lepszych momentów (zapewne nie tylko) mojego życia. Niech sobie dalej ludzie trwają w sennym błogostanie…

4. gdyby ludzie nosili swoje domy na plecach, niczym żółwie?
Znowu nic by się nie zmieniło. Ludzie i tak z biegiem czasu uzależnili się od rzeczy materialnych. Stopień tego uzależnienia jest już właściwie chorobą naszych czasów, czyż nie jesteś tym co posiadasz?

5. gdyby ludzie musieli spędzać co trzeci rok poza krajem swojego urodzenia?
To już zakrawa o jakiś totalitaryzm, którego nie toleruję. Wszelkie tego typu przejawy należy wręcz tępić! Co to znaczy “musieli”?

Prawda, że mało kreatywnie? Widzę, że łańcuch zabawy „splątał” już wszystkich, choć może Chihiro i Chiara będą chciały się jeszcze „poplątać” tj. pobawić z nami? Zresztą, zapraszam wszystkich do tej dwuznacznej zabawy…

“Vaterland” Robert Harris

Wydarzenia ostatnich miesięcy oraz szereg rocznic związanych z rozpoczęciem II wojny światowej stanowią doskonałą okazję do sięgnięcia po debiut beletrystyczny Harrisa. Niezmiennie od lat, Brytyjczyk w bardzo udany sposób konfrontuje w swoich książkach szeroko rozumiane wątki sensacyjne i dobrze skonstruowaną historię alternatywną. Powyższy mariaż z jednej strony dostarcza czytelnikowi dużej dawki rozrywki, a z drugiej strony jest impulsem do przemyśleń nad obecną rzeczywistością.

Rok 1964. Nazistowskie Niemcy niepodzielnie panują w Europie. Od zakończenia działań wojennych świat pogrążony jest w stanie permanentnej “zimnej wojny”. Obchody siedemdziesiątej piątej rocznicy urodzin wielkiego przywódcy Adolfa Hitlera stają się doskonałą okazją do przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi i Trzecią Rzeszą. W trakcie rozpoczęcia przygotowań do przyjęcia prezydenta USA dochodzi do serii zabójstw. Inspektor Kriminalpolizei Xavier March, który rozpoczyna oficjalnie śledztwo, niedługo po jego rozpoczęciu dowiaduje się, że tajemniczymi zabójstwami interesują się również agenci niemieckiego wywiadu, szpiedzy oraz amerykańska dziennikarka. Rozpoczyna się wyścig, który może doprowadzić do upadku obecnego światowego układu geopolitycznego…

Patrząc z perspektywy czasu, scenariusz wydarzeń zaprezentowany w tej książce mógł mieć jak najbardziej realny wydźwięk. Nazistowskie Niemcy, niczym Cesarstwo Rzymskie, dzięki zwycięstwu nad Rosją i Wielką Brytanią, niepodzielnie panują w Europie. “Ostateczne rozwiązanie”, czyli operacja eksterminacji Żydów i części Słowian została nie tylko dokonana, ale przede wszystkim starannie zatuszowana, zarówno przed narodem niemieckim jak i całą społecznością międzynarodową. Czy tak mogłyby potoczyć się losy, gdyby Niemcom udało się zdobyć Moskwę, a Stany Zjednoczone nie podjełyby żadnych działań na arenie światowej? Całkiem możliwe. Nie mniej Harris opisując strukturę na jakiej opiera się funkcjonowanie Rzeszy wskazuję, podkreśla jednocześnie elementy, które pozwoliły zaistnieć obecnej sytuacji. Śledztwo prowadzone przez Marcha z biegiem wydarzeń jednoznacznie odsłania kulisy funkcjonowania państwa totalitarnego będąc równocześnie przestrogą przed zgubnymi działaniami skrajnie nacjonalistycznych ideologii, których podstawą jest strach i propaganda. Prywatne i zawodowe życie głównego bohatera jest dowodem na to, jak skuteczna może być propaganda oparta na kulcie silnego państwa. Ustabilizowane życie oficera Kripo i powszechna indoktrynacja, zagwarantowane przez państwo, doprowadza do wyparcia ze swojej świadomości potrzebę zmian. Dochodzi do paradoksu w którym to powszechna przeciętność obywateli państwa totalitarnego wsparta dużą dawką zakłamania stwarza pozory powszechnego bezpieczeństwa i wspomnianej stabilizacji.

Istotną cechą państwa totalitarnego jest prowadzenie ścisłej polityki propagandowej, w której to nadzoruje się i ogranicza przepływ wszelkiej informacji i wiedzy wśród obywateli. W toku dochodzenia prowadzonego przez Marcha, pojawia się coraz więcej faktów i znaków zapytania. Nieoczekiwanie na drodze inspektora, pojawia się amerykańska dziennikarka, która dzięki swojej zawodowej ciekawości i urodzie zdobywa szereg informacji dotyczących serii zabójstw. Xavier początkowo nie ufny w stosunku do młodej dziewczyny z czasem rozpoczyna współpracę, co w efekcie pozwoli im nie tylko na szybsze rozpoznanie sprawy, ale przede wszystkim stanie się przyczyną zbliżenia emocjonalnego tej dwójki i jednocześnie mocno skomplikuje ich dalsze losy…

Jak to często bywa u Harrisa, w pewnym momencie wątki sensacyjne nabierają kształtu i nadają tempa całej fabule, by za chwilę “ostudzić” całość nielicznymi scenami obyczajowymi. Pojawia się trochę elementów powieści szpiegowskich, dużo dygresji historycznych, które oparte są na realnych dokumentach (często bezpośrednio przytaczanych w powieści). I to właśnie pozornie niepasujące połączenie fikcji i prawdziwych dokumentów stanowi bardzo ciekawy element całej fabuły, miejscami niekiedy tak doskonale przygotowanej, że mniej zorientowany czytelnik może się pogubić, gdzie kończy się prawdziwa historia, a zaczyna się fikcja. Duże uznanie należy się pisarzowi, bo widać tutaj bardzo dobre przygotowanie do podejmowanych tematów, a zdradzę Wam tylko, że pojawia się bardzo dużo nawiązań do naszej historii.

Jak określić styl Harrisa? Z zawodu jest dziennikarzem, czyli mamy do czynienia z krótkimi zdaniami, a budowanie klimatu odbywa się za pomocą plastycznych, ale nie szczegółowych opisów. Jednym słowem umiar, który pozwala na zachowanie kompromisu między tempem akcji i całościowym sensem powieści. Jest to pisarstwo, które naprawdę wysoko cenię, właśnie z powodu swojego specyficznego minimalizmu.

Chciałbym zaznaczyć, że znak jakości, który postanowiłem przyznać tej książce, dotyczy właściwie całej twórczości Roberta Harrisa, która w moim przekonaniu jest naprawdę godna uwagi i ze względu na styl pisarza i na pięknie skonstruowane, a przede wszystkim skłaniające do refleksji, historie alternatywne.

Jest to bardzo dobra pozycja dla osób, które mają tendencje do patrzenia w czarno-białych kolorach na skomplikowaną przeszłość Europy. Pytanie tylko, czy będą w stanie wydobyć z tej silnie nacechowanej sensacją powieści odpowiednie (nie tylko “rozrywkowe”) wartości.

Jako ciekawostkę dodam, że “Vaterland” doczekał się ekranizacji, o której nie omieszkam wkrótce wspomnieć. Tymczasem gorąco zachęcam do lektury.

ZOBACZ OKŁADKĘ

autor: Robert Harris
tytuł: Vaterland
tytuł oryginału: Fatherland
język oryginału: angielski
liczba stron: 361
miejsce wydania: Katowice
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wymiary: 110 x 175 mm
wydawca: Wydawnictwo Książnica
ISBN: 978-83-245-7646-3
seria: -

“Austerlitz” W. G. Sebald

Jedną z czekających w salle des pas perdus osób był Austerlitz, wówczas w roku szcześćdziesiątym siódmym, niemal młodzieńczo wyglądający mężczyzna o jasnych, dziwnie sfalowanych włosach, jakie poza tym widziałem tylko u niemieckiego bohatera Zygfryda, w filmie Langa.

W ten oto sposób narrator opisuje pierwsze spotkanie z Austerlitzem, którego historia życia stanowi kanwę całej opowieści. W toku kolejnych spotkań poznajemy losy człowieka, który podporządkował swoje życie poszukiwaniu tożsamości. Austerlitz rozpoczyna swoją narrację od wspomnień z dzieciństwa. Jak pięcioletnie dziecko, po decyzji rodziców (spowodowanej niepokojem docierających informacji dni przedwojennych), zostaje wysłany w transporcie dziecięcym do Wielkiej Brytanii. Trafia do rodziny walijskiego kaznodziei. Z upływem czasu, już jako młody człowiek dowiaduje się o swoich żydowskich korzeniach, by tym samym po kilku latach, będąc już w pełni dojrzały, rozpocząć wędrówkę śladami swojego dzieciństwa, której celem jest wypełnienie pustki między nielicznym i „zamazanymi” wspomnieniami z dzieciństwa.

Motywy szukania swoich korzeni, powrotu do wspomnień z przeszłości stanowią stały element krajobrazu powojennej literatury (szczególnie niemieckiej i izraelskiej). Jednak Sebald w sposób wręcz wirtuozerski napełnił wydawać by się mogło wyeksploatowane motywy wręcz niesłychanym ładunkiem emocjonalnym i co zaskakujące, użył formy, która zgodnie ze swoją racjonalną naturą nie jest w stanie oddać ducha tych emocji – stało się jednak inaczej. To co miało rzekomo nie pasować, wręcz spotęgowało cały przekaz. Właśnie w kontekście formy często wspomina się o Sebaldzie, bo to ona w dużej mierze czyni i nadaje jego prozie “wymiar wielkości”, a jednocześnie charakterystyczny i bardzo oryginalny akcent, stając się tym samym znakiem rozpoznawczym. Zresztą sam Sebald miał problemy z umiejscowieniem i nazwaniem swojej twórczości, która łączy w sobie cechy właściwe nie tylko dla prozy, ale również dla eseju i reportażu, a dodatkowo całość spięta jest licznymi zdjęciami ilustrującymi całą opowiadaną historię.

Tuż obok formy, która współtworzy aurę realizmu, warto wspomnieć o humanizmie. Nie jest on w żadnym względzie poetycki, tak jak ma to miejsce choćby u Exupery’ego, którego humanizm przejawiał się w założeniu, że to człowiek nadaje pewną wymiarowość rzeczom i ludziom. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. To otoczenie i miejsca nadają sens człowiekowi i dziejącym się wokół nich wydarzeniom. Sebald w sposób wyrafinowany “ożywił” architekturę fortyfikacji, dworców, w której doszukuję się, podobnie jak Austerlitz, elementów przeszłości, mając nadzieję, że pozwolą one poskładać wszystkie wspomnienia w jedną, spójną i chronologiczną wizję.

Z któregokolwiek miejsca próbowałem objąć budowlę wzorkiem, nie dawało się rozpoznać żadnego planu, coraz to wyłaniały się nowe wybrzuszenia i zgłębienia, a całość do tego stopnia przerastała moje pojęcie, że ostatecznie nie mogłem jej powiązać z żadną znana sobie formą ludzkiej cywilizacji, nawet z reliktami naszej prehistorii. A im dłużej wbijałem wzrok i im częściej czułem się zmuszony uciekać od niej wzrokiem, tym bardziej robiła się niepojęta. Tu i ówdzie pokryta otwartymi wrzodami, z których wylewał sie żwir, zakrzepłymi wysiękami, przypominającymi złoża guano, i wapiennymi osadami, twierdza była jednym monolitycznym pomiotem brzydoty i ślepej przemocy.

Wspomnienia – bynajmniej próby ich odtworzenia – dzieciństwa są naturalnym odruchem każdego człowieka. Każdy z nas wielokrotnie wraca pamięcią do okresu swojego dzieciństwa. Nie inaczej próbuje zrobić Austerlitz, który dla pełniejszego zrozumienia faktów z przeszłości, wraca “fizycznie” do miejsc znanych z dzieciństwa – tak silnie powiązanych z wojennymi wydarzeniami. Tym jakże pozornym punktem, Austerlitz wprowadza nas w historię swojej rodziny, warto dodać żydowskiej rodziny, której to scenariusz wojenny napisać mógł tylko jedno zakończenie. Sebald sam nie przeżywszy okrucieństw “zagłady” nie śmiał się podejmować jej bezpośredniego opisania, dlatego też wszystkie wędrówki Austerlitza stanowią, poprzez pewną dwuznaczność, swoistą niepewność czy też niespójne wspomnienia, próbę odtworzenia dalszych losów swojej rodziny. Sebaldowi udaje się to doskonale. Bez sentymentalizmu i chłodnej relacji, nie opisując wprost tragicznych losów żydowskich rodzin (w tym Asuerlitza) “uderza” w czytelnika, pewną atmosferą niepokoju, zagubienia. Czasami jest to tak nieznośne, że ma się ochotę odłożyć książkę na bok, a z drugiej strony pojawia się chęć jak najszybszego jej dokończenia, tak aby mieć ten „niepokój” za sobą (co w konsekwencji nie wydarzy się). Nie inaczej było w moim przypadku. Nie jest to książka, którą można przeczytać w pociągu, komunikacji miejskiej czy na plaży. To „coś”, ta pewna świadomość, stworzona fikcją, jest podana w taki sposób, że szybki powrót do codziennych zajęć wcale nie jest takie łatwe. Każde wspomnienie tej książki powoduje, że od razu udziela się ta, nie tyle niepokojąca, co bardzo osobliwa atmosfera. Nie jest ona ani oskarżająca, ani pouczająca. Stanowi pewien asumpt do przemyśleń, nie tylko odnośnie naszego człowieczeństwa, ale również pewnej przypadkowości i ironii losu.

Należy się zgodzić z wydawcą i złożyć duże słowa uznania i podziękowania w stronę tłumaczki (p. Małgorzaty Łukasiewicz), która podjęła się przełożyć tak trudne dzieła niemieckiego pisarza. Trud ten nie tylko wyrażał się w wielowymiarowości jego utworów, ale także w bardzo charakterystycznym stylu konstruowania zdań.

Czy można jeszcze w jakiś sposób przekonać do sięgnięcia po “Austerlitza”? Pozorna pyszność słów zawartych na okładce (“Sebald udowadnia, że literatura jest – dosłownie – niezbędna”, Susan Sontag) okazuję się być niczym innym, jak czystą prawdą. W tym duchu, z którym całkowicie się zgadzam, nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po następną książkę tragicznie zmarłego niemieckiego prozaika.

ZOBACZ OKŁADKĘ

autor: W. G. Sebald
tytuł: Austerlitz
tytuł oryginału: Austerlitz
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 359
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2007
oprawa: twarda
wymiary: 130 x 200 mm
wydawca: Wydawnictwo WAB
ISBN: 978-83-7414-341-7
seria: -

Z cyklu “nasz wspaniały internet” #2

Wyjątkowo szybko po raz kolejny mamy okazje  spotkać się w cyklu “nasz wspaniały internet”. Tym razem nie będzie nic oryginalnego. Stara niezmieniona receptura, czyli kunszt dziennikarstwa, absurdu, a to wszystko pokropione szczyptą “tabloidyzacji”. Voila!

Pożerała książki, ochroniarza też chciała

Także moi drodzy – proszę o ostrożność. Cały czas uważnie obserwujecie swoje zachowania i poczynania. Nigdy nie wiadomo, kiedy z pozoru zwyczajne i spokojne bibliofilstwo (czytaj: zamiłowanie do literatury) zamieni się w koszmar rodem z najlepszych horrorów i szwedzkich kryminałów.

Strona 3 z 1012345...Ostatnia »