• Twitter

    • Kategorie

    • Archiwum

    • Ekosystem

      Subskrypcja RSS Libria.pl na Facebooku Obserwuj na Twitterze

    • Oglądaj wideo Oglądaj zdjęcia Zupa literatu - literatura w szczególe

    Suplement do wczorajszego wpisu

    Krótko. Wiem, jestem strasznym marzycielem. Wiem, że to jest tylko polityka… Wiem, że za chwilę wszystko powróci do normy. Ale chciałoby się więcej… sami spójrzcie, bez zbędnych słów…

    fot.: AFP PHOTO / RIA NOVOSTI / POOL / ALEXEY NIKOLSKY

    10 kwietnia 2010 r.

    Właściwie dopiero teraz  dociera do mnie świadomość tego co się stało. Słów wypowiedziano już niezwykle dużo… i ja również chciałbym dodać kilka od siebie.

    Z tragedią w wymiarze indywidualnym w najbliższych tygodniach będą z pewnością zmagać się najbliżsi osób, które zginęły w Smoleńsku. Tutaj należałoby uszanować ich prywatność, tym bardziej, że  jak wiadomo, jest to bardzo trudny okres dla każdego człowieka, który traci bliską osobę. Wydaje mi się, że z uwagi na fakt, iż były to osoby publiczne, pod wieloma względami będzie im o wiele trudniej przetrwać czas żałoby.

    W wymiarze państwowym niewątpliwie jest to ogromna strata. Wbrew wszelkim spekulacjom i tezom snutym przez media, nie sądzę, abyśmy mieli do czynienia z jakimiś większymi perturbacjami w zakresie funkcjonowania państwa. Jak pokazują ostatnie godziny, mechanizmy demokratyczne działają zgodnie z założeniami.

    Wymiar polityczny. Tutaj trudno cokolwiek przewidywać. Nie zgodzę się. Nie będzię wielkie przełomu. Tragedia nie będzie też katalizatorem. Polska polityka nie zmieni się, nie dojdzie do przewartościowania jej założeń. Zmiany, może mały zwrot nastąpi, ale za kilka tygodni wszystko wróci do normy. Tutaj nie mam złudzeń…

    Wymiar medialny. Powiem brutalnie – dla mediów tego typu wydarzenia są ” środowiskiem”, w którym bardzo dobrze potrafią się odnaleźć. Patrząc na wydania specjalne, polska prasa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Internet też nie zawiódł. Z telewizją bywa już różnie. Bardzo mi się nie podobają skrajne tezy, spekulacje i  uderzanie w patriotyczne “tony”. Ogólnie rzecz biorąc jest bardzo spokojnie, choć nie oszukujmy się – wkrótce nastąpi koniec i pojawi się już codzienna strona naszych mediów oparta o czystą sensację popartą wątpliwą merytoryką. Jestem w stanie wytrzymać dwa, może trzy dni. Dalsze “bombardowanie” informacjami będzie po prostu dla mnie męczące, tym bardziej, że ustalenie faktów będzie wymagało czasu, a póki co, to jak na razie mamy do czynienia z wiadomościami wtórnymi. Innymi słowy przydałoby się więcej spokoju (muzyki), mniej “wrzawy”.

    Strasznie mnie mierzi posługiwanie się symboliką. Drugi Katyń i tym podobne sformułowania są dla mnie przesadą. A już najbardziej nie mogę zrozumieć “tonów” uderzających w Rosję. Mniej symboliki, więcej refleksji… Najbardziej irytujące będzie szukanie winnych. Przestarzałe samoloty, błąd pilota, pogoda. Warto wyjaśnić przyczyny wypadku, ale takie ferowanie wyroków jest niepotrzebne. Stało się, co się stało i kwestia winny jest nieistotna. Przed nami przyszłość… Przeszłość zostawmy w sferze prywatnej (emocjonalnej) każdego z nas.

    Faktycznie… Szkoda, że na świecie mówi się ponownie o Polsce w tak przykrym kontekście.

    Z większością osób, które “zostały” w Smoleńsku dzieliła mnie ogromna przepaść w sferze poglądów politycznych. Oczywiście cały czas podkreślam, że wielu z nich było ekspertami w swoich dziedzinach – i mimo ogromnych różnic – bardzo ich ceniłem. Nikomu nie życzę takiej śmierci, tym bardziej trudno jest mi uwierzyć w to co się wydarzyło. Osobiście jest mi smutno ponieważ darzyłem niezwykłą sympatią Panią Prezydentową. Była niezwykle skromną i ciepłą osobą, a przy tym wszystkim była daleka od salonowych  dystynkcji… Nie wiem dlaczego, ale media kompletnie pomijają osobę Anny Walentynowicz. To ona jest i będzie dla mnie symbolem solidarności i takiej najzwyklejszej ludzkiej odwagi. Niezmienna w swoich poglądach, do końca wierna swoim przekonaniom i Polsce, wbrew większości, która to ewidentnie sprawiła, że kompletnie zmarginalizowano jej postać w życiu politycznym i społecznym. Strata ogromna, bo to ona uosabia “solidarność”, która w tych tragicznych dniach jest naszym udziałem… i oby tej solidarności było jak najwięcej – i to nie tylko w tych trudniejszych chwilach Państwa Polskiego.

    fot.: PAP/Newsweek Polska

    “Pierwszy krok w chmurach” Marek Hłasko

    Marek Hłasko zawsze sprawiał problemy. Był człowiekiem niezwykle barwnym i nietuzinkowym, co w połączeniu z niesamowicie dużą wrażliwością bardzo często spotykało się z niezrozumieniem osób z którymi przyszło dzielić mu życie. Podobnie jest z jego twórczością – na tyle mocną, że właściwe dzisiaj już niewielu osób chce się z nią zmierzyć. Efekt? Hłasko przestaje być obecny w świadomości Polaków, co dla mnie jest zastanawiające i zarazem przykre, bo Marek jest pisarzem, z którego powinniśmy być dumni na całym świecie, a paradoksalnie czasami wydaje mi się, że jest on bardziej znany za granicą niż w naszym kraju.

    Mój pierwszy kontakt z twórczością Hłaski miał miejsce w czwartej klasie liceum. Pamiętam doskonale lekcję, a dokładnie dwadzieścia minut, w trakcie których dokonaliśmy “analizy” opowiadania pt. “Pierwszy krok w chmurach”. Zapewne domyślacie się dlaczego analiza została ujęta w cudzysłów. Owszem, dzisiaj mógłbym godzinami mówić i rozmawiać o prozie Marka, ale warto wspomnieć o kilku również ważnych aspektach, które pozwolą lepiej zrozumieć paradoks, który uwydatniłem kilka zdań wcześniej. Po pierwsze patrząc z perspektywy czasu, ujawnia się rzecz przykra. Szkoła, polska szkoła, która z każdym kolejnym rokiem, zamiast poszerzać horyzonty i uczyć kreatywności, wprowadza młodych ludzi w utarte schematy zamykające się dzisiaj w kilku modnych słowach, ot choćby takich jak sukces życiowy, przebojowość i wiele podobnych sloganów. Hłasko w swoich opowiadaniach przestrzegał przed uleganiem takim schematom. Dlaczego? Z prostych przyczyn wynikających z doświadczeń swoich lat szkolnych, w których to szkoła była bardzo ideologiczna (w sensie negatywnym) i być może dlatego też on sam był bardzo niepokornym uczniem. Od najmłodszych lat miał problemy z nauką w szkole, z przystosowaniem się do warunków w niej panujących. Wielokrotnie zmieniał szkoły i nie rzadziej był z nich dyscyplinarnie usuwany. Powód zawsze ten sam – trudny charakter i zadziorność – zarówno w stosunku do kolegów jak i nauczycieli. Wróćmy zatem do lekcji polskiego. Dla mnie i dla reszty klasy, tytułowe opowiadanie było tak naprawdę nic nie znaczące, wręcz miałkie. Z jednej strony ubolewam, że polska szkoła tak niewiele czasu poświęca Markowi, z drugiej strony jednak, zdaje sobie sprawę, że mając lat osiemnaście większość uczniów nie będzie w stanie zrozumieć co kryję się pod pojęciem “pierwszy krok w chmurach”. Miałem akurat to szczęście, że polonistka była naprawdę dobrą nauczycielką, ale niejednokrotnie widziałem, że brnie w schematyczne “analizy” powtarzane co roku, unikając szerszego spojrzenia i dyskusji. Przyczyny takiego stanu rzeczy były dwie. Pierwsza to nic innego jak “mityczny” program nauczania, który “stawia” na ilość i monotematyczność, a druga to uczniowie, których problemy i wrażliwość znajdują się w zupełnie innej sferze niż te podejmowane przez Hłaskę. Prościej mówiąc, do pewnych książek trzeba dorosnąć, a tak zupełnie poważnie, to i tak okazałoby się, że 70% książek znajdujących sie w kanonie lektur szkolnych nie jest przeznaczona dla młodych ludzi, bo wymagają nie tylko wrażliwości, ale i pewnego zdystansowanego spojrzenia na otaczający świat… który notabene dzisiaj jest obcy wielu osobom dorosłym. Osobiście do Marka powróciłem po trzech latach i na szczęście (i nieszczęście) stał mi się on bardzo bliski.

    Zapytacie się z pewnością co takiego widzę w twórczości “polskiego Jamesa Deana” ? (też ująłem w cudzysłów, bo nie lubię tej etykietki i Marek też pewnie nie byłby z niej zadowolony). Permanentnie krytyczny stosunek wobec zastanej rzeczywistości. Hłasko bardzo trzeźwo patrzy na świat, jest wnikliwym obserwatorem, a jednocześnie jest bardzo krytyczny wobec samego siebie, bo doskonale wie, że jest częścią tej socrealistycznej rzeczywistości przeciw której się buntuje i właśnie swoją twórczością – za wszelką cenę – chce jej nadać właściwych barw dalekich od oficjalnej propagandy. Jaki świat wyłania się z jego opowiadań? Pełen zła, zakłamania i szarości. Hłasko nie zamyka się w jednej przestrzeni, nadaje swoim opowiadaniom większego uniwersalizmu, zadając wprost pytanie czytelnikowi, czy w jego świecie na pewno jest inaczej? Jak się okazuje i dzisiaj zło jest wszechobecne, a między zakłamaniem a szarością zaciera się granica, której mniej lub bardziej jesteśmy świadomi.

    Robotnicy, którzy mieli być dumą socjalizmu, kołem napędowym systemu okazują się być lumpenproletariuszami, degeneratami – po prostu zwykłymi głupcami i nieudacznikami. Hłasko podkreślał, że taki też się stawał system i ludzie w nim żyjący. Ciężko było się wyzwolić od szarej i schematycznej rzeczywistości, bo podobnie jak w tytułowym opowiadaniu zakochani, którzy chcą postawić pierwszy krok w chmurach szybko zostają skurwieni przez “klasę robotniczą” – zupełnie nieświadomie i “proces” ten dotyczy obydwóch “stron”. Człowiek staje się niewolnikiem swoich niepowodzeń i choć nie wiem jak bardzo chciałby się z nich uwolnić, przeszłość i brak perspektyw nie pozwalają mu na to, tym samym uniemożliwiając mu postawienie pierwszego kroku w chmurach.

    Tak doświadczeni młodzi ludzie ulegają schematom i jednocześnie unikają konfrontacji ze światem. Ale to już nie jest pierwszy krok w chmurach, tylko ohydne “deszczowe niedzielne popołudnie” podczas którego Ona i On spotykają się po raz ostatni, a robotnicy skończą kolejny wolny dzień w “pijackim stanie niewoli”.

    Marek w tych kilku opowiadaniach, nie tylko maluje szarość ówczesnej rzeczywistości, ale przestrzega przed uleganiem złudzeniu, że ma ona swój koniec. Wskazuje na “ulotność życia” i cały czas metaforycznie ostrzega Nas przed “niewolą schematów”, i fałszywym poczuciem wolności, które nie zna granic czasowych, bo jak się okazuje socjalizm i kapitalizm mają wiele wspólnego.

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    autor: Marek Hłasko
    tytuł: Pierwszy krok w chmurach
    tytuł oryginału: Pierwszy krok w chmurach
    język oryginału: polski
    liczba stron: 190
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2008
    oprawa: miękka
    wymiary: 145 x 210 mm
    wydawca: Wydawnictwo Elf
    ISBN: 978-83-89278-73-9
    seria: -

    Gdzie tym razem wybierze się Firmin? [wyniki loterii]

    Krótko bo i tak zapewne długo oczekiwaliście, a więc od razu przystąpmy do losowania, które przebiegało w następujący sposób. Suma liter wszystkich, którzy wyrazili chęć otrzymania książki została podzielona przez sześć, bo taka jest liczba osób biorących udział w zabawie. Siódmy komentarz liczony od najnowszego okazał się być szczęśliwy dla Matyldy [matylda_ab].

    Serdecznie gratuluję, dziękuję wszystkim uczestnikom i jednocześnie pragnę zapewnić, że to nie koniec “atrakcji”. Kolejna loteria pojawi się już niebawem… wraz z nastaniem wiosny.

    Małe podsumowanie

    Zapewne nie jestem odosobniony. Czas niezwykle przyśpieszył i to nawet do tego stopnia, że zupełnie przeoczyłem swoje pierwsze blogowe urodziny Nie będzie wielkich obchodów, ani podsumowań. Przyznam bez ogródek, że plan nie do końca został zrealizowany, ale jednocześnie bardzo mnie cieszy fakt tworzenia tego miejsca, a może i bardziej możliwość odwiedzania, jak się okazało,wcale nie małej blogosfery książkowej.

    Podsumowanie w liczbach
    Krótko, bo nie są to ogromne liczby, ale też nie przywiązuje do nich specjalnie dużej wagi. Jak na blog, który nie jest promowany w żadnym z katalogów i na chwilę obecną nie posiadający bogactwa treści, to i tak cieszy się relatywnie sporym zainteresowaniem. Jest mi niezmiernie miło.

    Niespełna 400 odwiedzin miesięcznie i 700 odsłon, a zarazem cały czas tendencja zwyżkowa.

    Spoglądając na mapę Polski, widzę że wbrew powszechnym opiniom na temat marnej informatyzacji naszego kraju, nie jest tak źle. Sami zobaczcie. (226 lokalizacji). Oczywiście, zapewne  jak zauważyliście najwięcej odwiedza mnie mieszkańców dużych miast i co zaskakujące, wschodniej części Górnego Ślaska.

    Warszawa i Wrocław nie powinny być zaskoczeniem. Za to Bydgoszcz i Lublin jak najbardziej.

    Połowę wizyt zawdzięczam zaprzyjaźnionym blogom, niespełna 40% amerykańskiemu gigantowi, a 15% to odwiedziny bezpośrednie z których z czystym sumieniem mogę wyłowić około 40 osób regularnie odwiedzających blog. Liczba ta pokrywa się ze średnia liczbą subskrybentów kanału RSS.

    Jak widać Prowincjonalna nauczycielka i Chiara mają już “wyrobioną markę” w blogosferze. Z kolei duża aktywność odwiedzających blog 2lewastrona nie powinna zastanawiać z uwagi na dosyć wyjątkową osobowość autorki.  I w końcu czarny koń, czyli Zasadniczo o fantastyce, który w przyszłym roku na pewno zaskoczy.

    I jeszcze jedna bardzo istotna rzecz dla mnie, czyli przeglądarki. Słaba znajomość “kodowania” często objawia się złym wyświetlaniem blogu pod starszymi przeglądarkami, dlatego zawsze zachęcałem do korzystania z “dobrych rozwiązań”… i nie zawiedliście mnie.

    Podsumowanie czytelnicze

    Plan był następujący. 50 książek rocznie. Realia natomiast wyglądają tak: 17 zrecenzowanych, 15 czekających w kolejce. O powodach takiej sytuacji już nie raz wspominałem, a więc przejdźmy dalej, czyli czas na osobiste zestawienia.

    Do książek opatrzonych “znakiem polecenia” nie będę przekonywał. Najlepszą książką roku został bezapelacyjnie “Firmin”. Pozostałe pozycje godne uwagi to zbiór opowiadań “Księżyc na wodzie”, “Zmierzch”, “Austerlitz” i “Portret Doriana Graya”. Osobiste odkrycie roku to, jak już zapewne domyślacie się, autor posiadający niesamowity warsztat i tworzący niezwykły klimatyczne opowiadania grozy, czyli Mort Castle. Debiut roku i najlepsza szata graficzna przypadła “Firminowi”. Trzy filmy zrecenzowane na łamach blogu z czystym sumieniem również można polecić. Są to  naprawdę dobre ekranizacje.

    Plany na przyszłość? Trochę więcej filmów. “Mityczne” 50 książek i więcej fantastyki.

    Moi drodzy!

    “Firmin” “zgarnął” wszystkie możliwe nagrody i wyróżnienia. Jeśli dotychczas nie mieliście okazji spotkać się z tym sympatycznym szczurem, gorąco Was zachęcam do tego i jednocześnie z uwagi na to, że bardzo mocno zaprzyjaźniłem się z nim, udało mi się go przekonać, aby spotkał się z jednym z Was! Nie czekajcie! Wyraźcie chęć spotkania się z tą niezwykła postacią poniżej. Czekam do 24 stycznia do godziny 20. Gwarantuje, ze nie zabraknie tematów do rozmów, a niejednokrotnie ten chuderlawy szczur zaskoczy Was erudycją i szeroką znajomością literatury.

    I na koniec najważniejsze!

    Wielkie dzięki za to, że jesteście ze mną !

    Strona 2 z 121234510...Ostatnia »