• Twitter

    • Kategorie

    • Archiwum

    • Ekosystem

      Subskrypcja RSS Libria.pl na Facebooku Obserwuj na Twitterze

    • Oglądaj wideo Oglądaj zdjęcia Zupa literatu - literatura w szczególe

    Lektor

    Wiele już napisano, powiedziano o książce i filmie. Od razu zdradzę, że naprawdę warto, dlatego też kilka ciepłych słów, które się należą.

    We wszelkich informacjach dotyczących zarówno książki jak i filmu, wiele mówi się o miłości, romansie niespełna czterdziestoletniej kobiety, byłej strażniczki obozu koncentracyjnego z młodzieńcem – przyszłym prawnikiem. Po wielokrotnym akcentowaniu tego wątku w opisywaniu historii, fabuły zawartej w książce, byłem święcie przekonany, że jest to główny wątek. Jakże miłym zaskoczeniem był fakt, że to naprawdę niewielki (choć znaczący) element całej opowieści.

    Można zarzucić historii najzwyklejszą “poprawność” polityczno-historyczną (osobiście się nie zgadzam), natomiast ja sam mogę jej zarzucić uniwersalizm. Jakkolwiek mowa jest o “ciężkich czasach”, to naprawdę takiej wielowymiarowości w kwestii Żydów, obozów, całej tej tematyki, można się tylko uczyć. Nie mam tu przerażających scen, etapowania przemocą, a mimo wszystko czytając książkę, czuję się jakiś ciężar, niepokój. Owszem być może części czytelników bez cienia wątpliwości pojawi się “zrozumienie”, ale i tak ciężar pozostaje. Właściwie ostatnie kilka stron w sposób wręcz otwarty mówi, że przekazanie historii jest w pewnym sensie przekazaniem części “ciężaru” następnym pokoleniom. Przynajmniej ja to tak odebrałem. Nie ma tu mowy o wielokrotnie powtarzanym sloganie “musicie/musimy pamiętać”. To jest naprawdę niesamowite, bo miłość Michaela do Hanny, to nic innego jak sugestia (?), że wystarczy zrozumieć, a na zawsze pozostanie w pamięci. Uniwersalizm? I to w jakich prostych słowach !

    Co mnie zaskoczyło w tej książce? Język. Bardzo oszczędny, minimalistyczny, pozbawiony nadmiaru “emocji”. Bernhard Schlink pokazał w tym względzie naprawdę dużą klasę. Wspomniany minimalizm, nie tylko potrafi utworzyć atmosferę niepewności i wątpliwości, ale także wytrącić argument z rąk wielu przeciwników, którzy twierdzą, że sama historia jest ckliwą opowiastką. Fakt, gdyby nie język, jego “suchość”, pewne rzeczy mające miejsce w życiu tych dwojga można byłoby uznać za groteskowe, cukierkowe, po prostu nieprawdziwe, dlatego też należą się podwójne brawa dla autora, za jakże wspaniały język.

    Miłość, seks, nienawiść, brak zrozumienia, samotność, strach, obawa, wątpliwość, pożądanie, niechęć. Dużo emocji, ale tylko dzięki nim można w sposób niewolny od wątpliwości i pytań starać się zrozumieć, co działo się w głowach pokolenia pamiętających wojnę. I kolejna sugestia. Czy aby cząstka z nich nie jest dzisiaj w nas? Dlaczego tak łatwo osądzamy? i wreszcie czy jest możliwe rozliczenie? Do poznania odpowiedzi na powyższe pytania, zapraszam a właściwie gorąco odsyłam Was  do przeczytania (na głos) “Lektora”. Kawał solidnej literatury.

    ZOBACZ OKŁADKĘ
    autor: Bernhard Schlink
    tytuł: Lektor
    tytuł oryginału: Der Vorleser
    język oryginału: niemiecki
    liczba stron: 166
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2009
    oprawa: twarda
    wymiary: 155 x 210 mm
    wydawca: Wydawnictwo Muza
    ISBN: 978-83-7495-645-1
    seria: -

    Nie chcę też ukrywać satysfakcji, jaką zawdzięczam zanurzaniu się w przeszłość, która dla teraźniejszości nie ma już dużego znaczenia. Po raz pierwszy odczułem je, kiedy pracowałem nad prawami i projektami ustaw w Oświeceniu. Wyniosła je wiara w to, że na świecie zaczęło się dobrze układać i że dzięki temu można nadać światu prawdziwy ład. Uszczęśliwiało mnie, kiedy obserwowałem, jak z tej wiary, niczym dumni wartownicy nowego porządku, powstawały paragrafy i jak dodawano je do praw, które chciały być piękne i tym pięknem miały dowodzić swojej prawdy. Długo sądziłem, że pomimo okropnych ciosów i kroków wstecznych w historii prawa istnieje postęp, dążenie do piękna, prawdy, racjonalności i humanizmu. Odkąd jednak wiem, że wiara ta jest chimeryczna, stawiam na inny bieg historii prawa. Zmierza wprawdzie do celu, ale ów cel, do którego po wielu wstrząsach, zamętach i zaślepieniach dochodzi, jest początkiem, z którego wyszedł i z którego, ledwie tam dotarł, na nowo musi wyruszyć.

    …I JAK WYPADA FILM?

    Z pewnością warto zobaczyć ten obraz, ale “koloru” i “większej przyjemności” nabiera on dopiero po przeczytaniu książki. Mimo znanej obsady obraz daleki od “hollywoodzkich standardów”. Zresztą i sama fabuła nie pozwoliła by raczej na epatowanie schematycznością. Owszem wiele osób zarzuca filmowi zbytnią “teatralizację”, ale w moim przekonaniu czy to źle?

    Montaż słów w obrazy został zrobiony naprawdę w bardzo dobrym stylu, a sam interpretacja reżysera jest na wysokim poziomie, co z kolei w naprawdę minimalnym stopniu wpływa na przekaz całej historii. Po prostu bardzo dobrze zekranizowane dzieło literackie.

    Gra aktorska wyśmienita. Znani aktorzy, doświadczeni. Zagrali swoje role na tyle doskonale, że to właśnie oni, obok scenografii, perfekcyjnie budują klimat całej opowieści. Czy Kate Winslet zasłużyła na Oscara? Osobiście uważam, że tak tyle tylko, że za całokształt. W tym filmie potwierdziła tylko swój talent aktorski.

    Pozycja godna uwagi, z pewnością wymuszająca refleksję, a wszyscy, którzy nastawiają się na rozrywkę będą po prostu zawiedzeni. Jak widać i Ameryka potrafi zrobić film we właściwym słowa tego znaczeniu.

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    “LEKTOR” REŻ. STEPHEN DALDRY, DYSTRYBUCJA “KINO ŚWIAT”, 2008

    Colas nieprzyzwoity

    Tak wypadałoby rzec po tej jakże nieprzyzwoitej lekturze, ale jakby się tak rozejrzeć dookoła to sprawa nie jest już taka oczywista. Może jednak króciutko od początku (do końca zresztą też)…

    Skromna książeczka ze skromną klasyczną okładką. Co ciekawe jak to bywa z zapomnianymi noblistami, hasła w stylu “x nagroda x roku” nie ujrzymy. Dopiero na odwrocie niewielki opis zdradza pokrótce fakt, że autor jest laureatem tejże “sławetnej” nagrody.

    Odpowiedz na pytanie kim jest Colas Breugnon jest równoznaczna z nakreśleniem całej historii, którą przyjdzie nam przebyć. Wiem, że może to się wydawać trochę dziwaczne, bo cóż tu można wymyślić mając za kompana starszego pana uwielbiającego jedzenie, wino, kobiety, nader ceniącego rodzinę, naturę i swoją ojczyznę? A jednak…

    Za historie, opowiastki Colasa, okraszone niesamowitą fantazją w iście gawędziarskim stylu, doprawdy należą się brawa autorowi. Romain Rolland ze zwykłego, wręcz w dzisiejszych czasach “nudnego” życia, zrobił niesamowitą przygodę. Ilość humoru, uśmiechu, ironii przyprawiona wyśmienitą kuchnią, winem, “bioderkami” może niekiedy czytelnika zapędzić w zdumienie. Nawet przykre momenty w życiu naszego “starego” bohatera, takie jak śmierć żony, strata majątku, wszelkie upadki i wszelkiej maści wojny, są okazją do uśmiechu i spojrzenia na wszystko z właściwym sobie dystansem. Uwierzcie mi, tego nie brakuje. Cały czas miałem wrażenie, że mam raczej do czynienia z nieokiełznanym młodzieńcem aniżeli z głową rodu.

    Właśnie te kpinki i żarciki, przy których nie myśli się o niczym, tylko o wesołości, to rzecz najlepsza. Niedobrze być zawsze przemyślnym i praktycznym.

    Takich smaczków i oczywistości Colas będzie nam stale tłukł do głowy. Powiem szczerze, że mam za złe. Cóż on zrobił najlepszego! I otóż optymizm, wesołość zaprezentował w sposób bardzo infantylny i niepraktyczny. I jak to możliwe, żeby taki starzec zachowywał się w tak nie należyty sposób? Śmiać się ze wszystkiego? Coś nieprawdopodobnego…

    No właśnie, zrobić z optymizmu sztukę życia i to na dodatek życia nad wyraz zwyczajnego, ale także nad wyraz udanego. Ot, to jest właśnie sztuka życia, rzekłby zapewne Colas. Zresztą on i tak zawsze za dużo papla a i pewnie rzekłby również na me słowa “głupości” i zawołał “jedzenia i picia przynieście”. Nic tylko siąść i napić się z nim, czego również Wam życzę.

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    autor: Romain Rolland
    tytuł: Colas Breugnon
    tytuł oryginału: Colas Breugnon
    język oryginału: francuski
    liczba stron: 212
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2007
    oprawa: miękka
    wymiary: 145 x 205 mm
    wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
    ISBN: 978-83-7255-667-7
    seria: Klasyka Powieści

    Przyglądałem się więc sobie uważnie. Od czasu do czasu wydawałem nieludzki ryk, w który usiłowałem zamknąć rezultat obserwacji. Noc mi się strasznie dłużyła, zapaliłem tedy świecę, wsadziwszy ją w szyjkę flaszki. Pachniała sokiem porzeczkowym, ale nie było go już wcale. „I mnie już jutro nie będzie – pomyślałem – lecz jakiż pozostawię zapach?”.
    Wijąc się po sienniku, usiłowałem czytać. Sentencje bohaterów rzymskich nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. – Pal diabli tych trutniów! – zawołałem. – Wszakże wszystkie drogi prowadzą do rzeźni… powiedział pewien sędziwy wół. Nienawidzę głupiej pychy. Mam prawo użalić się z głębi serca, gdy trapi mnie kolka. Tak, ale w chwilach przerwy chcę się pośmiać!

    Co dalej?

    Gazet generalnie czytam niewiele. Głównie “branżowe”, a właściwie niszowe (w skali sprzedaży oczywiście). Zaskoczył mnie apel red. Bonieckiego o wsparcie finansowe dla Tygodnika. Jak widać, kryzys tak znienawidzony przeze mnie, gdzieś jednak daje o sobie znać.

    Zdaję sobie sprawę, że może to wyglądać kuriozalnie w świetle działania dzisiejszych mediów, tym bardziej, iż udziałowcem TP jest grupa ITI (za którą delikatnie mówiąc nie przepadam), ale jednocześnie trafiają do mnie takie fakty takie jak 20 tys. sprzedaż i bardzo minimalna ilość reklam, których brak (ściślej reklamodawców), jak zaznacza redaktor, m. in.też  się “przyczynia ” do wystosowanego apelu.

    TP z pewnością poradzi sobie z zaistniałą sytuacją i powiem szczerze osobiście nie jestem w stanie sobie wyobrazić  upadku czasopisma z taką historią i tradycją, a przede wszystkim z dziennikarstwem najbliższym prawdziwemu, obiektywnemu i rzetelnemu przekazywaniu informacji i opinii.

    1% podatku, kupno gazety. Sprawa wydawać by się mogła oczywista, a jednak trochę to smutne, że liczby “rządzą”.

    “Weronika…” sfilmowana

    Jak zauważyłem od pewnego czasu krąży w sieci zwiastun filmu opartego na książce “Weronika postanawia umrzeć”. Paulo Coelho w niektórych budzi zachwyt (i zdaję mi się, że jest to bardziej żeńska część czytelniczek), a w innych uśmiech irytacji i gromy krytyki. “Weronika…” była moją pierwszą książką, którą przeczytałem i to właśnie ona sprawiła, że przeczytałem następne pozycję Brazylijczyka. Jak się okazało według mnie jest najlepszą książką Coelho. Na pewno jest trochę inna niż pozostałe powieści i może właśnie to sprawiło, że jest to moja jedyna pozycja, którą posiadam w domowej biblioteczce.

    Film? Cóż zwiastun zachęcający, chociaż zdaję sobie sprawę, że taka jest właśnie rola zwiastunów. Co do odtwórczyni głównej roli, wbrew powszechnej krytyce internautów, nie skreślałbym jej na starcie. Jestem ciekawy, czy film zasłuży na miano dobrej ekranizacji, czy też będziemy mieć do czynienia z kolejnym przeciętniakiem “made in Hollywood”.


    Weronika postanawia umrzeć [Paulo Coelho] – zwiastun

    Jeśli chodzi o “Bridę” i “Czarownicę…” to być może potrzebuję trochę czasu. Powiem szczerze, że wiązałem nadzieję z “11-stką” i może przez nią trudno mi sięgnąć po najaktualniejsze pozycje Brazylijczyka. Oby faktycznie czas był dla mnie łaskawy, a może film mnie zmotywuje? ;)

    Książka i liczby

    Literatura polska:

    1 Katarzyna Grochola „Trzepot skrzydeł” – 161 484 egz.
    2 Małgorzata Kalicińska „Dom nad rozlewiskiem” – 137 000 egz.
    3 Małgorzata Kalicińska „Miłość nad rozlewiskiem” – 130 000 egz.
    4 Waldemar Łysiak „Lider” – 110 000 egz.
    5 Małgorzata Kalicińska „Powroty nad rozlewiskiem” – 85 000 egz.
    6 Joanna Chmielewska „Rzeź bezkręgowców” – 62 000 egz. (wartość szacunkowa)
    7 Małgorzata Musierowicz „Sprężyna” – 59 008 egz.
    8 Monika Szwaja „Dziewice, do boju!” – 41 248 egz.
    9 Olga Tokarczuk „Bieguni” – 36 845 egz.
    10 Monika Szwaja „Zatoka trujących jabłuszek” – 35 796 egz.
    11 Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Droga do Nidaros” – 32 000 egz.
    12 Katarzyna Grochola „Podanie o miłość” – 30 950 egz.
    13 Jerzy Pilch „Marsz Polonia” – 30 656 egz.
    14 Barbara Jasnyk „Kaktus w sercu” – 30 400 egz.
    15 Ewa Siarkiewicz „Kuźnia na rozdrożu” – 28 544 egz.
    16 „Listy miłosne” (zbiór opowiadań znanych polskich autorów) – 26 688 egz.
    17 Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Srebrna Łania z Visby” – 26 000 egz.
    18 Bogusław Wołoszański „Testament Odessy” – 25 050 egz.
    19 Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Drewniana twierdza” – 25 000 egz.
    20 Janusz L. Wiśniewski „Sceny z życia za ścianą” – 23 452 egz.
    21 Katarzyna Grochola „Upoważnienie do szczęścia” – 22 382 egz.
    22 Bronisław Wildstein „Dolina Nicości” – 21 700 egz.
    23 Marek Krajewski, Mariusz Czubaj „Aleja samobójców” – 20 573 egz.
    24 Joanna Szczepkowska „Kocham Paula McCartneya” – 18 479 egz.
    25 Marcin Wolski „Noblista” – 18 350 egz.

    Literatura obca:

    1 Joanne K. Rowling „Harry Potter i Insygnia Śmierci” – 595 000 egz.
    2 Carlos Ruiz Zafón „Gra anioła” – 171 160 egz.
    3 Paulo Coelho „Brida” – 149 050 egz.
    4 Jennifer Lee Carrell „Szyfr Szekspira” – 90 567 egz.
    5 Cecelia Ahern „PS Kocham Cię!” – 78 841 egz.
    6 Christopher Paolini „Brisingr”. Tom 3 cyklu „Dziedzictwo” – 70 000 egz.
    7 Carlos Ruiz Zafón „Cień wiatru” – 69 600 egz.
    8 C.S. Lewis „Lew, czarownica i stara szafa” – 63 500 egz.
    9 Harlan Coben „W głębi lasu” – 60 720 egz.
    10 Ian McEwan „Pokuta” – 49 160 egz.
    11 Stephen King „Ręka mistrza” – 49 132 egz.
    12 Woody Allen „Czysta anarchia” – 41 269 egz.
    13 Gabriel García Márquez „Miłość w czasach zarazy” – 37 260 egz.
    14 René Goscinny & Jean Jacques Sempé „Nowe przygody Mikołajka” – 35 168 egz.
    15 Paulo Coelho „Alchemik” – 34 107 egz.
    16 Orhan Pamuk „Stambuł. Wspomnienia i miasto” – 32 024 egz.
    17 Mario Vargas Llosa „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” – 30 104 egz.
    18 Terry Pratchett „Piekło pocztowe” – 29 640 egz.
    19 Terry Pratchett „Potworny regiment” – 27 474 egz.
    20 Joanne K. Rowling „Harry Potter i kamień filozoficzny” – 27 000 egz.
    21 Terry Pratchett „Straż nocna” – 26 922 egz.
    22 Paulo Coelho „Jedenaście minut” – 26 784 egz.
    23 Ken Follet „Świat bez końca” – 24 593 egz.
    24 Angela Becerra „Przedostatnie marzenie” – 24 016 egz.
    25 Paulo Coelho „Czarownica z Portobello” – 23 954 egz.

    Sądzę, że powyższe zestawienia obszernego komentarza nie potrzebują, tym bardziej, że nie ma zaskakujących niespodzianek. Z roku na rok rynek książki układa się zgodnie z oczekiwaniami. Gusta Polaków są przewidywalne i wydawnictwa doskonale wiedzą, który autor przyniesie sukces finansowy niewielkim nakładem promocji.

    Jeśli chodzi o naszą rodzimą literaturę to wyniki sprzedaży książek dwóch Pań, które “specjalizują” się w literaturze kobiecej, a przede wszystkim lekkiej, jasno dają do zrozumienia, że Polacy oczekują tego rodzaju pozycji, bo z pewnością literatury ambitniejszej nam nie brakuje. Z drugiej strony wydawnictwa ewidentnie unikają, wręcz boją się promować mniej znanych autorów, pozycji bardziej złożonych. Efekt? Te same nazwiska niezmiennie od lat figurujące na liście.

    O wiele lepiej sytuacja przedstawia się w następnym zestawieniu. Owszem i tutaj mamy do czynienia ze znanymi nazwiskami, ale z pewnością można powiedzieć, że kilka z nich to literatura przez duże L. Sukces Harry Pottera oczywisty. Niesamowite wyniki Carlosa Ruiza Zafón’a. Osobiście uważam, że nie bez powodu tak wysoka pozycja. Krytykowany Paulo Coelho, jak widać na stałe zagościł w sercach Polaków wbrew druzgoczącej krytyce krytyków literackich. Dobre wyniki Terry’go Parchetta, Ken’a Follet’a (całkiem zasłużenie, choć spodziewałem się lepszych wyników). Jednym słowem lepiej niż na naszym podwórku, chociaż również wydawnictwa i Polacy stawiają na znane nazwiska. Dużo kontynuacji, bez interesujących debiutów.

    I jeszcze kilka słów krytyki. Jak zawsze przypominam, że tego typu listy, zestawienia trzeba brać z przymrużeniem oka. Bestseller bestsellerem, a tak naprawdę nawet na półkach Empiku czy sieci Matras, leży naprawdę dobra literatura, po która niekiedy trzeba “sięgnąć głębiej ręką” przechodząc tuż obok regałów z “książkowymi celebrities”. I jeszcze jedno mniej optymistycznie. Liczby dobitnie pokazują, że w naszym przeszło 40 milionowym kraju czytelnictwo nie jest na wysokim poziomie.

    Zestawienia pochodzą ze strony rzeczpospolita.pl.
    Strona 10 z 12« Pierwsza...89101112