• Kategorie

  • Archiwum

“Opowiadania zebrane” Jan Himilsbach

Starszemu pokoleniu tej osoby nie trzeba przedstawiać, ale podejrzewam, że w świadomości młodszych pokoleń Jan Himilsbach nie istnieje. Trudno się dziwić takiej sytuacji tym bardziej, że większość osób, którym bliskie są takie filmy jak “Rejs”, “Wniebowzięci”, “Nie ma róży bez ognia”, “Brunet wieczorową porą” nie wie, że oprócz wspaniałych drugoplanowych kreacji aktorskich, Himilsbach był również pisarzem i scenarzystą.

Jak sam tytuł wskazuje na przeszło sześciuset stronach umieszczonych zostało 46 opowiadań. Rozwiewając wszelkie wątpliwości, klimatycznie wszystkie są bardzo zbliżone do filmów, w których można zobaczyć Himilsbacha, a jednocześnie – co rzadko się zdarza – są na równym poziomie. Bardzo często są też ze sobą fabularnie połączone, a wiele z nich odwołuje się do osobistych doświadczeń autora. Proza Himilsbacha nie wyróżnia się niczym szczególnym, niekiedy bardziej przypomina reportaż. Kreuje bardziej ludzi, niż miejsca i nie oznacza to, że czytelnik będzie mógł obcować ze wspaniałymi portretami psychologicznymi. Wręcz przeciwnie – autor nie snuje analiz, właściwe paradoksalnie unika zbędnych dłużyzn i natychmiast wprowadza czytelnika w środek każdej z historii, które w sposób wręcz naturalny tworzą obraz życia w komunistycznej Polsce. I to właśnie ta niebywała naturalność urzeka, bawi i prowokuje, a przede wszystkim z uwagi na wspomnianą -jak to ujął Tadeusz Konwicki – oszczędność prozy zaskakuje.

Osoby starsze znajdą w tych opowiadaniach wiele własnych wspomnień przeplatanych często zarówno uśmiechem jak i nostalgią, ale też należy podkreślić, że owa nostalgia daleka będzie od ckliwości, bo wykwintność prozy Himilsbacha nie polega na wspaniałej stylistyce i wyrafinowanych konstrukcjach fabularnych – opiera się na bardzo krytycznym, ale i ciepłym stosunku do świata i własnej osoby, a to z kolei docenić powinno młodsze pokolenie, które coraz częściej zapomina, jak istotna w codziennym życiu jest przenikliwość i autoironia.

Jan Himilsbach “Opowiadania zebrane”, język oryginału: polski, 622 s., Kraków 2008, wydanie I, oprawa miękka, 120 x195 mm, Wydawnictwo Vis-a-Vis Etiuda, ISBN: 978-83-89640-38-3.

10 komentarzy  »

  1. mary pisze:

    ooo to musi być dobra ksiażka…

    ps. wreszcie ruszyles tyłek i napisales cos. ;)))

    ps2. opowiadania grozy niebawem do Ciebie pofruną ;) taka ze mnie dobra dusza. Hah.

  2. Krzysztof pisze:

    …I jeszcze bardziej fascynujący autor

    ps. i obym tylko tym tyłkiem ruszał częściej ;p
    ps2. Pofruną? Oj faktycznie jakoś tak ostatnio tylko ptaki CI w głowie :-) A tak poważnie, książek zabierać Tobie nie mam zamiaru. Jest mnóstwo chłopaków, które rzucą Ci pod nogi kosztowności tego świata, aby tylko przeczytać ten oryginalny zbiór.

    Magicznie pozdrawiam!

  3. Eruana pisze:

    W kulki sobie lecisz? Taki mały wpisik po tak długiej nieobecności?;P Ale ciekawy, niech będzie, chociaż po prozę Himilsbacha zapewne nie sięgnę, za dużo czeka na mnie zaległości:)

  4. Krzysztof pisze:

    O właśnie! Duże zaległości, a więc krótko i treściwie ;-) A no widzisz, za to u Ciebie tyle czytania, że aż nie nadążam u siebie pisać! ;p

    Blask fantastyczny przesyłam!!

  5. Eruana pisze:

    Mężczyźni! Zawsze wina na kobietę!;P Nie marudź, tylko bierz się do pisania i publikowania;) Pozdrawiam również kolorowo:)

  6. mary pisze:

    heh, może i tak ale pofrunie do Ciebie :)) pozdrawiam
    o:)

  7. cedro pisze:

    Wielki comeback ;-)

  8. Krzysztof pisze:

    Nie taki wielki… Jak zwykle zawsze musi być coś nie tak, od 3 dni mam utrudniony kontakt z siecią :/, a wracając do tematu… to na horyzoncie widnieje Mort i jego pełnometrażowa twórczość, jak zwykle będę roztaczał wizję jakim wspaniałym twórcą grozy ów Pan jest – i chyba będzie dłuższa notka niż ta powyżej ;-) Pzdr

  9. Jolanta pisze:

    To był oryginał, jakich mało. Twarz bez uśmiechu, ale potrafił zagrać nią tak niesamowicie, że bez uśmiechu na twarzy widza się nie obyło. Uroczy aktor. Nie znam jego twórczości, ale chętnie sobie coś poczytam (Agnieszka Osiecka bardzo sobie ceniła jego teksty). Pozdrawiam.

  10. Krzysztof pisze:

    Oczywiście zachęcam! Agnieszka Osiecka mówisz? Cóż, jakby nie patrzeć, to “jedna branża” i tak naprawdę Himlsbach, Osiecka, Hłasko i wiele innych postaci tworzących literaturę przed “’89″, znały się bądź były dla siebie inspiracją. Również pozdrawiam…

RSS dla komentarzy do powyższego wpisu, TrackBack URI

Zostaw komentarz

Kilka słów odnośnie komentarzy i innych rzeczy dotyczących bloga, które mogą być dla Ciebie przydatne. Pamiętaj proszę w szczególności o podpunkcie trzecim.