Wydarzenia ostatnich miesięcy oraz szereg rocznic związanych z rozpoczęciem II wojny światowej stanowią doskonałą okazję do sięgnięcia po debiut beletrystyczny Harrisa. Niezmiennie od lat, Brytyjczyk w bardzo udany sposób konfrontuje w swoich książkach szeroko rozumiane wątki sensacyjne i dobrze skonstruowaną historię alternatywną. Powyższy mariaż z jednej strony dostarcza czytelnikowi dużej dawki rozrywki, a z drugiej strony jest impulsem do przemyśleń nad obecną rzeczywistością.
Rok 1964. Nazistowskie Niemcy niepodzielnie panują w Europie. Od zakończenia działań wojennych świat pogrążony jest w stanie permanentnej “zimnej wojny”. Obchody siedemdziesiątej piątej rocznicy urodzin wielkiego przywódcy Adolfa Hitlera stają się doskonałą okazją do przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi i Trzecią Rzeszą. W trakcie rozpoczęcia przygotowań do przyjęcia prezydenta USA dochodzi do serii zabójstw. Inspektor Kriminalpolizei Xavier March, który rozpoczyna oficjalnie śledztwo, niedługo po jego rozpoczęciu dowiaduje się, że tajemniczymi zabójstwami interesują się również agenci niemieckiego wywiadu, szpiedzy oraz amerykańska dziennikarka. Rozpoczyna się wyścig, który może doprowadzić do upadku obecnego światowego układu geopolitycznego…
Patrząc z perspektywy czasu, scenariusz wydarzeń zaprezentowany w tej książce mógł mieć jak najbardziej realny wydźwięk. Nazistowskie Niemcy, niczym Cesarstwo Rzymskie, dzięki zwycięstwu nad Rosją i Wielką Brytanią, niepodzielnie panują w Europie. “Ostateczne rozwiązanie”, czyli operacja eksterminacji Żydów i części Słowian została nie tylko dokonana, ale przede wszystkim starannie zatuszowana, zarówno przed narodem niemieckim jak i całą społecznością międzynarodową. Czy tak mogłyby potoczyć się losy, gdyby Niemcom udało się zdobyć Moskwę, a Stany Zjednoczone nie podjełyby żadnych działań na arenie światowej? Całkiem możliwe. Nie mniej Harris opisując strukturę na jakiej opiera się funkcjonowanie Rzeszy wskazuję, podkreśla jednocześnie elementy, które pozwoliły zaistnieć obecnej sytuacji. Śledztwo prowadzone przez Marcha z biegiem wydarzeń jednoznacznie odsłania kulisy funkcjonowania państwa totalitarnego będąc równocześnie przestrogą przed zgubnymi działaniami skrajnie nacjonalistycznych ideologii, których podstawą jest strach i propaganda. Prywatne i zawodowe życie głównego bohatera jest dowodem na to, jak skuteczna może być propaganda oparta na kulcie silnego państwa. Ustabilizowane życie oficera Kripo i powszechna indoktrynacja, zagwarantowane przez państwo, doprowadza do wyparcia ze swojej świadomości potrzebę zmian. Dochodzi do paradoksu w którym to powszechna przeciętność obywateli państwa totalitarnego wsparta dużą dawką zakłamania stwarza pozory powszechnego bezpieczeństwa i wspomnianej stabilizacji.
Istotną cechą państwa totalitarnego jest prowadzenie ścisłej polityki propagandowej, w której to nadzoruje się i ogranicza przepływ wszelkiej informacji i wiedzy wśród obywateli. W toku dochodzenia prowadzonego przez Marcha, pojawia się coraz więcej faktów i znaków zapytania. Nieoczekiwanie na drodze inspektora, pojawia się amerykańska dziennikarka, która dzięki swojej zawodowej ciekawości i urodzie zdobywa szereg informacji dotyczących serii zabójstw. Xavier początkowo nie ufny w stosunku do młodej dziewczyny z czasem rozpoczyna współpracę, co w efekcie pozwoli im nie tylko na szybsze rozpoznanie sprawy, ale przede wszystkim stanie się przyczyną zbliżenia emocjonalnego tej dwójki i jednocześnie mocno skomplikuje ich dalsze losy…
Jak to często bywa u Harrisa, w pewnym momencie wątki sensacyjne nabierają kształtu i nadają tempa całej fabule, by za chwilę “ostudzić” całość nielicznymi scenami obyczajowymi. Pojawia się trochę elementów powieści szpiegowskich, dużo dygresji historycznych, które oparte są na realnych dokumentach (często bezpośrednio przytaczanych w powieści). I to właśnie pozornie niepasujące połączenie fikcji i prawdziwych dokumentów stanowi bardzo ciekawy element całej fabuły, miejscami niekiedy tak doskonale przygotowanej, że mniej zorientowany czytelnik może się pogubić, gdzie kończy się prawdziwa historia, a zaczyna się fikcja. Duże uznanie należy się pisarzowi, bo widać tutaj bardzo dobre przygotowanie do podejmowanych tematów, a zdradzę Wam tylko, że pojawia się bardzo dużo nawiązań do naszej historii.
Jak określić styl Harrisa? Z zawodu jest dziennikarzem, czyli mamy do czynienia z krótkimi zdaniami, a budowanie klimatu odbywa się za pomocą plastycznych, ale nie szczegółowych opisów. Jednym słowem umiar, który pozwala na zachowanie kompromisu między tempem akcji i całościowym sensem powieści. Jest to pisarstwo, które naprawdę wysoko cenię, właśnie z powodu swojego specyficznego minimalizmu.
Chciałbym zaznaczyć, że znak jakości, który postanowiłem przyznać tej książce, dotyczy właściwie całej twórczości Roberta Harrisa, która w moim przekonaniu jest naprawdę godna uwagi i ze względu na styl pisarza i na pięknie skonstruowane, a przede wszystkim skłaniające do refleksji, historie alternatywne.
Jest to bardzo dobra pozycja dla osób, które mają tendencje do patrzenia w czarno-białych kolorach na skomplikowaną przeszłość Europy. Pytanie tylko, czy będą w stanie wydobyć z tej silnie nacechowanej sensacją powieści odpowiednie (nie tylko “rozrywkowe”) wartości.
Jako ciekawostkę dodam, że “Vaterland” doczekał się ekranizacji, o której nie omieszkam wkrótce wspomnieć. Tymczasem gorąco zachęcam do lektury.
autor: Robert Harris
tytuł: Vaterland
tytuł oryginału: Fatherland
język oryginału: angielski
liczba stron: 361
miejsce wydania: Katowice
rok wydania: 2008
oprawa: miękka
wymiary: 110 x 175 mm
wydawca: Wydawnictwo Książnica
ISBN: 978-83-245-7646-3
seria: -


Ja jestem chyba poryty, bo jak dla mnie ta powieść była za mało MOCNA. Ja tam czekałem na coś hardcorowego… zeby było patologicznie dużo miecha i w ogóle, ale poza tym w miarę ok pozycja, chociaż jakoś bardzo intensywnie to ona nie wciąga… Z serii kryminalnej i polityczno-społecznej to czytam teraz i BAARRRDDDZZZOOOO polecam Pana Klarneta… Rewelacyjna książka
Rozbawiłeś mnie tym komentarzem. Dobrze przynajmniej, że zdajesz sobie sprawę ze swojej skali. Ja tam się nie dziwię, taki ciężar gatunkowy, który sobie narzucasz, musi owocować powyższymi stwierdzeniami (w przypadku tej książki – słusznymi). Wspomniany “Pan Klarnet” z pewnością nie jest “lekką” lekturą ;)
Nie obawiaj się. Konkurencji nie masz. Póki co, to na razie same niusy :)