
Cały czas mam problemy z dostępem do internetu, a z kolei różne boty spamujące – nawiasem mówiąc bardzo inteligentne – wręcz odwrotnie. W drugim półroczu mam u siebie wyjątkowo dużą aktywność spamerów, co przekłada się oczywiście na mnóstwo spamowych komentarzy. Co ciekawe potwierdzają to inni internauci, webmasterzy i oficjalne raporty. Czas już najwyższy zająć się tym problemem, póki jeszcze “niechciane treści” stanowią “tylko” 95% (sic!) wszystkich danych krążących w sieci. Z czasem może być tylko trudniej. Skądinąd wspaniały wordpressowski Aksimet cały czas skutecznie walczy z botami, ale i tak należałoby codziennie przeglądać regularnie uzupełniane “wysypisko informacji”. Nie ukrywam, że wymaga to czasu. W związku z powyższym pozwoliłem sobie na wprowadzenie dodatkowego zabezpieczenia, które mam nadzieję wyeliminuje problem w 100%.
System przetestowałem w jedynie słusznych przeglądarkach ;), mianowicie: Firefox, Chrome, Opera. We wszystkich działa bezproblemowo. Nie mniej jednak gdybyście napotkali jakieś przeszkody, błędy, czyli najzwyczajniej w świecie Wasz komentarz nie chciałby się pojawić, to proszę o kontakt na mejla lub poprzez formularz (tak, tam też jest anty-spamowy captcha ;)).
Wczoraj zapowiadało się na burzę, ale ostatecznie jej nie było. Prądu zresztą również. Strasznie jestem uradowany, zbliża się jesień. Oby tylko obfita w swoją charakterystyczną wspaniałość. Szkoda że wraz z nią ten przeklęty październik z rokiem akademickim ;) Sebald już za chwilę…

Eeee jeszcze cały miesiąc do tego października, nie myśleć tylko korzystać z wolnych dni.:))
Burzą się dróg wymiary porudziałym wiatrem,
Staje się październik w kapocie podartej :)
A że ciągnie się za nim rok akademicki – no cóż..
Pocieszając, pierwsza moja warszawska jesień chyba nie zachwyci wspaniałością – zwłaszcza po latach mieszkania wśród kasztanowców, jabłoni, grusz i wszędobylskiego winobluszczu. W tym roku ominie mnie zbieranie jabłek, aż serce boli. A we Wrocławiu to pewnie ładniej :)
mnie pazdziernik juz od dawna nie obowiązuje. Na szczescie. Choc czasem .. fakt, wolałabym sie cofnąć do czasów studiow.. czasem dosc pracy, ludzi w pracy, tych pieprzonych klientów.. studia były przyjemniejsze.. wolałabym tesknic za pazdziernikiem niz teraz tesknic za urlopem.
też nie cierpię spamu ;/
Marudzicie z tym październikiem, niektórym (np mnie) rok akademicki zaczyna się już we wrześniu ;D
pieprzona sesja poprawkowa..
Clevero, Zosiu,
dzięki dziewczyny, jak zwykle można liczyć na brać studencką, choć wiem… zaczyna się takie moje powolne jesienne marudzenie ;)
Zosiu,
Powiem szczerze, że dla mnie Warszawa to takie “państwo w państwie”. Regularnie dwa razy do roku bywam w Warszawie i dochodzę do wniosku, że rządzą tam inne prawa… Pośpiech i splendor, to chyba nie dla mnie.
Wrocław mówisz. Niestety, Kraków, Wrocław cały czas próbują dogonić “Warszawkę”. Kiedyś mówiono o Wrocławiu jako o miejscu dialogu czterech kultur. Dziś wszystko zmierza w zupełnie innym kierunku. Nie nie mówię, że Wrocław jest zły, ale podobieństw z Warszawą zaczyna być coraz więcej. Ot choćby architektoniczny nieład. Nowoczesne biurowce, galerie handlowe “zmieszane” z licznymi gotyckimi kościołami. Wrocław jest mimo wszystko pięknym miastem, tylko zastanawiam się czy nie za dużo jest w tych słowach sentymentalizmu. Jakby nie patrzeć urodziłem się we Wrocławiu, wychowywałem się, a teraz studiuje i pracuję.
Kasztanowce, coś co na zawsze będzie mi się kojarzyć z latami wczesno-szkolnymi. Zawsze po drodze (na uboczu) miałem aleje długą na dwa kilometry pokrytą przez dwa miesiące kasztanami różnej maści… i zawsze część z nich znajdowała się przez następny rok w moim pokoju :)
Mary,
Tak wiemy. Były to czasy, kiedy za oknami można było spotkać mamuty ;) Pomyśl teraz, że przed tobą jeszcze spory kawałek czasu wypełniony pracą. Ja mimo wszystko postaram się pocieszyć i powiem Ci w ten sposób… Mówisz, że masz dosyć ludzi w pracy, a pomyśl co oni mają z tobą! ;)
Wiesz jak jest Mary, czas jest towarzyszem, który potrafi tchnąć pozytywne wibracje w wydarzenia z przeszłości, które w życiu byś nie powiedziała, że mogłyby mieć jakieś pogodne akcenty.Jednym słowem… wspomnienia. Mary! Musisz mieć niesamowitą pamięć. Tyle życia spamiętać ! ;)
Chiara,
za tobą stoi cały system bloxowy, a za mną tylko marna znajomość wiedzy czysto webmasterskiej :)
Sl3dziu,
cóż… Po prostu kampania wrześniowa, taki standard na państwowych uczelniach :) Idzie się przyzwyczaić, nie sądzisz?
Do pewnego stopnia owszem, ale czasem jest bardziej meczące niż zwykle.
A tak przy okazji Twojego komentarza u mnie: rower jest naprawdę dobrym sposobem na pozbycie się stresów, a i czasem adrenaliny potrafi dostarczyć tyle że nic człowieka potem nie rusza;) A z czasem to rożnie bywało, ogólnie moja krówka była dość mocno zaniedbana przez ostatnie parę miesięcy, ale nadrabiam to.
No tak zwalczajmy stres stresem. Podoba mi się Twoje podejście. Co do “krówki”, no ładna, tylko ja tam za bardzo się nie znam. Już trzeci rok zbieram na porządny rower, bo wiem doskonale, że to bardzo sympatyczna forma rozrywki – rzecz jasna po normalnej trasie ;)
Rower ważne by jeździł – nie potrzeba jakiegoś super sprzętu by od czasu do czasu się przejechać.
Normalność trasy to rzecz względna ;) Po mieście też da radę się pobujać choć bez większych podjazdów, bo targanie ~19 kg gdy przeciętny rower waży 13-14 bywa nieco męczące..
To jeszcze tak dla tych, którzy nie są w temacie. W sumie to jest też dobre podsumowanie: http://www.dailymotion.pl/video/x1u62z_freeride_extreme
Ja bym aż tak nie przesadzał bo tamto co podałeś to najbardziej spektakularne fragmenty powycinane z kilku filmów ;)
My z ekipą bawimy się na mniejszą skalę, nagraliśmy dwa lata temu filmik – nie ma tu aż takiej ekstremy. W ramach ciekawostki to fotka na wikipedii (lot nad samochodem) to zrobione przeze mnie zdjęcie kumpla, na miejscówce w szczecinie którą idzie zobaczyć na tym filmie ;)
Cóż ja mogę powiedzieć, mniejsza skala, to samo szaleństwo… ale tak trzymać ;)
ożesz ty maupo ! :P
tak ! ja nawet pamietam jak wygineły mamuty! a jakże!!
;)) puscilam kilka przeklenstw i padły z wrażenia ;)
Oj Mary, Mary… Ludzi demoralizujesz, zlitowałabyś się przynajmniej raz nad zwierzątkami.
A ja bym chciała przeczytać recenzję jakiejś książki w końcu, zamiast tego Twojego marudzenia;-P
no dobra. dam spokoj.
btw. fajna puszka z tym napisem spam.
sam zrobiles? ;)
Wiem Mary, że masz ciągotki do “mięsa” i nie mówię tutaj o jedzeniu, choć kto wie? KONIEC ! ;P
No właśnie, rzuciłem trochę mięsem i już setki komentarzy, ścisk i tłok. A jak napiszę coś mądrego (przynajmniej próbuje) to pustki, ale na szczęście pojawił się stanowczy głos Eruany, nic nie mówię i zabieram się do pracy…