Jedną z czekających w salle des pas perdus osób był Austerlitz, wówczas w roku szcześćdziesiątym siódmym, niemal młodzieńczo wyglądający mężczyzna o jasnych, dziwnie sfalowanych włosach, jakie poza tym widziałem tylko u niemieckiego bohatera Zygfryda, w filmie Langa.
W ten oto sposób narrator opisuje pierwsze spotkanie z Austerlitzem, którego historia życia stanowi kanwę całej opowieści. W toku kolejnych spotkań poznajemy losy człowieka, który podporządkował swoje życie poszukiwaniu tożsamości. Austerlitz rozpoczyna swoją narrację od wspomnień z dzieciństwa. Jak pięcioletnie dziecko, po decyzji rodziców (spowodowanej niepokojem docierających informacji dni przedwojennych), zostaje wysłany w transporcie dziecięcym do Wielkiej Brytanii. Trafia do rodziny walijskiego kaznodziei. Z upływem czasu, już jako młody człowiek dowiaduje się o swoich żydowskich korzeniach, by tym samym po kilku latach, będąc już w pełni dojrzały, rozpocząć wędrówkę śladami swojego dzieciństwa, której celem jest wypełnienie pustki między nielicznym i „zamazanymi” wspomnieniami z dzieciństwa.
Motywy szukania swoich korzeni, powrotu do wspomnień z przeszłości stanowią stały element krajobrazu powojennej literatury (szczególnie niemieckiej i izraelskiej). Jednak Sebald w sposób wręcz wirtuozerski napełnił wydawać by się mogło wyeksploatowane motywy wręcz niesłychanym ładunkiem emocjonalnym i co zaskakujące, użył formy, która zgodnie ze swoją racjonalną naturą nie jest w stanie oddać ducha tych emocji – stało się jednak inaczej. To co miało rzekomo nie pasować, wręcz spotęgowało cały przekaz. Właśnie w kontekście formy często wspomina się o Sebaldzie, bo to ona w dużej mierze czyni i nadaje jego prozie “wymiar wielkości”, a jednocześnie charakterystyczny i bardzo oryginalny akcent, stając się tym samym znakiem rozpoznawczym. Zresztą sam Sebald miał problemy z umiejscowieniem i nazwaniem swojej twórczości, która łączy w sobie cechy właściwe nie tylko dla prozy, ale również dla eseju i reportażu, a dodatkowo całość spięta jest licznymi zdjęciami ilustrującymi całą opowiadaną historię.
Tuż obok formy, która współtworzy aurę realizmu, warto wspomnieć o humanizmie. Nie jest on w żadnym względzie poetycki, tak jak ma to miejsce choćby u Exupery’ego, którego humanizm przejawiał się w założeniu, że to człowiek nadaje pewną wymiarowość rzeczom i ludziom. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. To otoczenie i miejsca nadają sens człowiekowi i dziejącym się wokół nich wydarzeniom. Sebald w sposób wyrafinowany “ożywił” architekturę fortyfikacji, dworców, w której doszukuję się, podobnie jak Austerlitz, elementów przeszłości, mając nadzieję, że pozwolą one poskładać wszystkie wspomnienia w jedną, spójną i chronologiczną wizję.
Z któregokolwiek miejsca próbowałem objąć budowlę wzorkiem, nie dawało się rozpoznać żadnego planu, coraz to wyłaniały się nowe wybrzuszenia i zgłębienia, a całość do tego stopnia przerastała moje pojęcie, że ostatecznie nie mogłem jej powiązać z żadną znana sobie formą ludzkiej cywilizacji, nawet z reliktami naszej prehistorii. A im dłużej wbijałem wzrok i im częściej czułem się zmuszony uciekać od niej wzrokiem, tym bardziej robiła się niepojęta. Tu i ówdzie pokryta otwartymi wrzodami, z których wylewał sie żwir, zakrzepłymi wysiękami, przypominającymi złoża guano, i wapiennymi osadami, twierdza była jednym monolitycznym pomiotem brzydoty i ślepej przemocy.
Wspomnienia – bynajmniej próby ich odtworzenia – dzieciństwa są naturalnym odruchem każdego człowieka. Każdy z nas wielokrotnie wraca pamięcią do okresu swojego dzieciństwa. Nie inaczej próbuje zrobić Austerlitz, który dla pełniejszego zrozumienia faktów z przeszłości, wraca “fizycznie” do miejsc znanych z dzieciństwa – tak silnie powiązanych z wojennymi wydarzeniami. Tym jakże pozornym punktem, Austerlitz wprowadza nas w historię swojej rodziny, warto dodać żydowskiej rodziny, której to scenariusz wojenny napisać mógł tylko jedno zakończenie. Sebald sam nie przeżywszy okrucieństw “zagłady” nie śmiał się podejmować jej bezpośredniego opisania, dlatego też wszystkie wędrówki Austerlitza stanowią, poprzez pewną dwuznaczność, swoistą niepewność czy też niespójne wspomnienia, próbę odtworzenia dalszych losów swojej rodziny. Sebaldowi udaje się to doskonale. Bez sentymentalizmu i chłodnej relacji, nie opisując wprost tragicznych losów żydowskich rodzin (w tym Asuerlitza) “uderza” w czytelnika, pewną atmosferą niepokoju, zagubienia. Czasami jest to tak nieznośne, że ma się ochotę odłożyć książkę na bok, a z drugiej strony pojawia się chęć jak najszybszego jej dokończenia, tak aby mieć ten „niepokój” za sobą (co w konsekwencji nie wydarzy się). Nie inaczej było w moim przypadku. Nie jest to książka, którą można przeczytać w pociągu, komunikacji miejskiej czy na plaży. To „coś”, ta pewna świadomość, stworzona fikcją, jest podana w taki sposób, że szybki powrót do codziennych zajęć wcale nie jest takie łatwe. Każde wspomnienie tej książki powoduje, że od razu udziela się ta, nie tyle niepokojąca, co bardzo osobliwa atmosfera. Nie jest ona ani oskarżająca, ani pouczająca. Stanowi pewien asumpt do przemyśleń, nie tylko odnośnie naszego człowieczeństwa, ale również pewnej przypadkowości i ironii losu.
Należy się zgodzić z wydawcą i złożyć duże słowa uznania i podziękowania w stronę tłumaczki (p. Małgorzaty Łukasiewicz), która podjęła się przełożyć tak trudne dzieła niemieckiego pisarza. Trud ten nie tylko wyrażał się w wielowymiarowości jego utworów, ale także w bardzo charakterystycznym stylu konstruowania zdań.
Czy można jeszcze w jakiś sposób przekonać do sięgnięcia po “Austerlitza”? Pozorna pyszność słów zawartych na okładce (“Sebald udowadnia, że literatura jest – dosłownie – niezbędna”, Susan Sontag) okazuję się być niczym innym, jak czystą prawdą. W tym duchu, z którym całkowicie się zgadzam, nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po następną książkę tragicznie zmarłego niemieckiego prozaika.
autor: W. G. Sebald
tytuł: Austerlitz
tytuł oryginału: Austerlitz
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 359
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2007
oprawa: twarda
wymiary: 130 x 200 mm
wydawca: Wydawnictwo WAB
ISBN: 978-83-7414-341-7
seria: -


Juz chyba lekturki.com polecało tą książkę. Fajnie napisałes Mam ją na mojej liście do przeczytania.
Na liście mam już “Pierścienie Saturna” Sebalda, teraz czas dodać “Austerlitz”.
Oj, naprawdę warto, tym bardziej, że Sebald nie zostawił za wiele po sobie.