Powyższe słowa kieruję w stronę zakończonych dzisiaj Mistrzostw Świata w Berlinie. Wszelkie dotychczasowe zmagania sportowe obserwowałem w przeważającej części w internecie, który tym razem “odmówił” posłuszeństwa. I w sumie to dobrze. Po raz pierwszy od dwóch lat, miałem przyjemność obejrzeć zmagania sportowców na ekranie telewizora wraz z najlepszym marketingowym odkryciem ostatnich lat czyli “obrazem HD”. Dlaczego było cudownie? Wiele czynników należałoby wymienić, a liczbę medali naszej reprezentacji wspomnieć należy jako ostatnią , ale o tym za chwilę.
Po pierwsze pogoda. Bardzo udana, i dla kibiców, i dla sportowców. Po drugie miejsce rozgrywek. Niemcy, Berlin. Cóż, jeżeli chodzi o porządek i organizację, nie ma chyba lepszej na świecie. To było można odczuć, abstrahując od pomyłki, bo tak należy to nazwać, w trakcie przyznawania medali tyczkarkom. I po trzecie i chyba najważniejsze – czystość zmagań. Nie było kontrowersji zarówno od strony rywalizacji, jak i nielegalnych środków.
Nie było spektakularnych wyników, wspaniałych rekordów, niesamowitych niespodzianek. Przepraszam… nasza pozycja medalowa może być zaskoczeniem. Nie ukrywam jestem wielkim fanem zmagań lekkoatletycznych, niezmiernie miło mi było obserwować rywalizację i emocje sportowców. Dawno już nie pamiętam kiedy tak dużo czasu spędziłem przed telewizorem. Warto, bo rozrywki było co niemiara. Realizatorzy bardzo profesjonalnie podeszli do pracy, komentatorzy też większych wpadek nie zaliczyli.
Tradycyjnie już moje oko najbardziej cieszyły konkurencje biegowe. Czasy nie były wyśrubowane, kilka małych niespodzianek pojawiło się. Bolt zgodnie z oczekiwaniem komentatorów i organizatorów dostarczył show na niezwykle wysokim poziomie. Miło zaskoczyła nas Anita Włodarczyk. “Caryca tyczki” podobnie, ale to jest właśnie magia sportu. Dodać należy magia bardzo nieprzewidywalna.
Wspaniale było obserwować nie tylko samą rywalizację, ale też organizację, kibiców, których naprawdę nie zabrakło. Niezwykle ciekawe były również rytuały samych zawodników w czasie rozgrzewki czy tuż przed startem.
Lekkoatletyka nie bez powodu nazywana jest królową sportu. Wszelkie inne dyscypliny z “pompatyczną ” i chwytliwe marketingową piłką nie mogą się równać. Oczywiście jest to moje osobiste zdanie, ale też duże znaczenie ma tutaj tradycja sięgająca nie tylko antycznych czasów, ale przede wszystkim, tego “specyficznego elementu” (żeby nie powiedzieć metafizyki) w którym mieści się kwintesencja sportu, rywalizacji, być może pewnego mitu?
Podobnie jak Grecy i Rzymianie, tak i ja, a i z pewnością większość tych którzy oglądają zmagania lekkoatletyczne, obok poszukiwania czysto sportowych emocji, liczą również na ucztę estetyczną. Tak, ja nigdy nie ukrywałem, że te wszystkie sylwetki zarówno kobiece jak i męskie budzą niesamowite wrażenia estetyczne, czyli wartość, która dla Greków była oczywista, a dla nas w dzisiejszych czasach zepchnięta, wręcz mam wrażenie zapomniana, na rzecz rekordów, wyników i wielkich pieniędzy. W powyższym znaczeniu sport (zarówno zawodowy jak i amatorski) nabiera szerszego i głębszego kontekstu. Jeżeli mowa o kontekście, to podziwiając (i jednocześnie uprawiając) lekkoatletykę, nigdy nie mogłem zrozumieć – i wątpię czy to się zmieni – kulturystyki.
Cóż, aby trochę “ostudzić emocje” to powiem, że jest mi przykro. Sport jest chyba jedną z najciekawszych pozycji w naszej telewizji. Wracając do “naszego sukcesu”, to po pierwsze, nie jest on nasz, bo to Ci indywidualni sportowcy tylko dzięki swojej ciężkiej pracy wywalczyli go sobie. Po drugie cały czas sądzę, że Polacy nigdy nie mieli do czynienia z wielkim sportem i budzi się we mnie niesmak kiedy słyszę o “wunderteamie” i tym podobnych jakże przepełnionych pychą , zaściankowością i “polskością ” słowach. Każdy kto ma do czynienia bliżej ze sportem wie jak było i jest. Tak na marginesie, to zachowanie Majewskiego trąciło trochę taką “polską butnością”, ale w dużej mierze wpływ na to ma wspomniana “otoczka sukcesu”, przynajmniej ja to tak sobie tłumaczę…
Tak czy inaczej, należy podziękować wszystkim sportowcom. Naszym reprezentantom również. Dostarczyli wiele niesamowitych chwili i chylę czoła przed nimi, jak i przede samą lekkoatletyką , która królową jest i nic tego nie zmieni. Nie sposób jej nie kochać, a Greków z roku na rok coraz bardziej rozumiem. Powiedziałem sobie, że w przyszłości chciałbym chociaż na jeden dzień znaleźć się na jednym z takich stadionów i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spełnić wspomniane marzenie.

