• Twitter

    • Kategorie

    • Archiwum

    • Ekosystem

      Subskrypcja RSS Libria.pl na Facebooku Obserwuj na Twitterze

    • Oglądaj wideo Oglądaj zdjęcia Zupa literatu - literatura w szczególe

    “Formuła szczęścia” Stefan Klein

    Nie tak dawno mogliśmy czytać recenzje – w większości przypadków pozytywne – najnowszej książki Stefana Kleina “Czas. Przewodnik użytkownika”. Ja natomiast na przekór trendom postanowiłem sięgnąć po jego poprzednią książkę.

    “Formuła szczęścia”. Tytuł być może trochę mylący, ale to tylko pozory. No właśnie, cóż to jest to szczęście? Z tym pytaniem próbujemy zmierzyć się wraz autorem.

    Zatrzymajcie się na chwilę i spróbujcie odpowiedzieć na pytanie co czyni Was szczęśliwymi? Co dla Was znaczy szczęście? Stefan Klein w swojej gawędzie popularnonaukowej nie dąży do odpowiedzi na to pytanie. Dlaczego? Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie dać jednej satysfakcjonującej odpowiedzi. Czy w ogóle możliwa jest jakaś odpowiedź? Czy istnieje owa formuła? I tak, i nie… Oczywistym jest, że dla jednych szczęściem jest zaznawanie (trwanie w) miłości i przyjaźni, a dla innych proste codzienne rzeczy takie jak jedzenie czy seks. Inni spełniają się w domowym ognisku, a jeszcze inni mają naturę poszukiwacza przygód, samotnika, który odnajduje swoje szczęście w zmierzaniu ku celu. Gdzie leży źródło szczęścia? To jedna z nielicznych odpowiedzi w tej książce. Oczywiście w mózgu.

    Stefan Klein poszukując źródeł szczęścia w dużej mierze opiera się na badaniach naukowych i własnych doświadczeniach, które w sposób niezwykle ciekawy uzupełniają poszukiwania jak i ogólny odbiór książki. Nie stroni od anegdot i odniesień do filozofii (w bardzo przystępnej formie, w postaci delikatnych „wstawek”). Dużo czytamy o pesymizmie, optymizmie, chociaż miejscami ciężko uwierzyć w zaskakujące wyniki tych doświadczeń, szczególnie kiedy to Klein wielokrotnie powołuje się na badania przeprowadzone na szczurach. No tak, troszeczkę to dziwne (czujecie się nie swojo będąc porównywanymi do szczura :) ), ba, nawet zaskakujące jak nasze mózgi są podobne. Co bardziej wnikliwi czytelnicy z zacięciem obserwacyjnym (właściwie refleksyjnym) doskonale zdają sobie sprawę, że szczęście nie jest bytem odrębnym, że jest częścią naszego ja. Szczęście potrafi się pojawić w najbardziej tragicznych momentach naszego życia, ale też nauka daje nam często do zrozumienia, że w “mityczne” poczucie szczęśliwości zależy w dużej mierze od nas samych…

    Optymizm. To słowo wielokrotnie pada w drugiej części książki. Nie, na pewno nie jest to poradnik z cyklu “jak być szczęśliwym”. W zamian dostajemy twarde naukowe (i mniej naukowe) dowody dlaczego warto być optymistą. I co najpiękniejsze w tej książce, to fakt, że mówi się o optymizmie nie jako sposobie na życie, ale jako sposobie na bycie. Tak, tak owe bycie zupełnie nieprzypadkowo zapewne wpływa też na samo życie.

    Fascynująca wędrówka po meandrach ludzkiej psychiki, ujęta w wiele ciekawych i życiowych puent. Zarówno autor jak i ja sam osobiście, Gwarantuje Wam, że w tej wielkiej przygodzie naukowej znajdziecie, obok wielu ciekawostek i informacji, także wiele radości. Piekielnie prosta i piekielnie dobra gawęda, która na nowo pozwoli Wam odkryć wiele nowych i “starych” rzeczy. Część z Was z pewnością inaczej spojrzy na wiele otaczających nas rozmaitych aspektów, które ulatują w codziennej pogoni…

    Na marginesie… Doskonale wiecie, że Amerykanie w swojej konstytucji mają wpisane “prawo do poszukiwania szczęścia”, a moja przewrotna uwaga jest następująca: Czy nie uważacie, że szczęściem jest właśnie możliwością dążenia do niego?

    ZOBACZ OKŁADKĘ

    autor: Stefan Klein
    tytuł: Formuła szczęścia
    tytuł oryginału: Die Glucksformel
    język oryginału: niemiecki
    liczba stron: 297
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2004
    oprawa: miękka
    wymiary: 145 x 210 mm
    wydawca: Jacek Santorski& Co Agencja Wydawnicza
    ISBN: 83-89763-23-0
    seria: -

    Czasami stajemy się igraszką przyjemnych uczuć. A że radość dopiero co kupionej sukienki nie trwa długo, przy najbliższej okazji dokupujemy sobie do niej klapki Prady. Cóż, akurat była przecena – trudno nie skorzystać z takiej okazji, nawet jeśli były pól numeru za duże. A potem dziwimy się, że grozi nam debet. Co ciekawe, dotyczy to również wielu ludzi, którzy całkiem dobrze zarabiają. Przyjemności są takie ulotne. Na dodatek, aby je sobie zapewnić, zwalczamy przesyt. Po furze frytek nie obędzie się cez słusznej porcji tortu, i w konsekwencji możemy sobie darować zaplanowaną dietę.
    Pragnienia mogą się usamodzielnić. A co się wtedy dzieje – zademonstrował w 1954 roku, w legendarnym już dzisiaj eksperymencie, kanadyjski neurolog James Olds. Wsunął szczurom cienką elektrodę do podwzgórza, owego rejonu w śródmózgowiu wywołującego pożądanie. Następnie podłączył do okienka drut, przy użyciu którego zwierzęta same porażały się niewielkimi ładunkami – stymulując w ten sposób właściwe centrum mózgu. Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niewiele czasu musiało minąć, aby szczury nie odchodziły od okienka ani na krok. Zapomniały o całym bożym świecie i tylko naciskały dźwignię. Olds zarejestrował do 6000 autostymulacji na godzinę. Ku jego zdumieniu okazało się, że seks juz nie odgrywa dla szczurów żadnej roli, co więcej – nawet nie myślą o jedzeniu i piciu. Ryzykowały życiem za odrobinę szczęścia! Olds wyłączył po kilku dniach stymulator – tylko dzięki temu szczury przeżyły.

    Zostaw komentarz

    Kilka słów odnośnie komentarzy i innych rzeczy dotyczących bloga, które mogą być dla Ciebie przydatne. Pamiętaj proszę w szczególności o podpunkcie trzecim.