• Kategorie

  • Archiwum

Lektor

Wiele już napisano, powiedziano o książce i filmie. Od razu zdradzę, że naprawdę warto, dlatego też kilka ciepłych słów, które się należą.

We wszelkich informacjach dotyczących zarówno książki jak i filmu, wiele mówi się o miłości, romansie niespełna czterdziestoletniej kobiety, byłej strażniczki obozu koncentracyjnego z młodzieńcem – przyszłym prawnikiem. Po wielokrotnym akcentowaniu tego wątku w opisywaniu historii, fabuły zawartej w książce, byłem święcie przekonany, że jest to główny wątek. Jakże miłym zaskoczeniem był fakt, że to naprawdę niewielki (choć znaczący) element całej opowieści.

Można zarzucić historii najzwyklejszą “poprawność” polityczno-historyczną (osobiście się nie zgadzam), natomiast ja sam mogę jej zarzucić uniwersalizm. Jakkolwiek mowa jest o “ciężkich czasach”, to naprawdę takiej wielowymiarowości w kwestii Żydów, obozów, całej tej tematyki, można się tylko uczyć. Nie mam tu przerażających scen, etapowania przemocą, a mimo wszystko czytając książkę, czuję się jakiś ciężar, niepokój. Owszem być może części czytelników bez cienia wątpliwości pojawi się “zrozumienie”, ale i tak ciężar pozostaje. Właściwie ostatnie kilka stron w sposób wręcz otwarty mówi, że przekazanie historii jest w pewnym sensie przekazaniem części “ciężaru” następnym pokoleniom. Przynajmniej ja to tak odebrałem. Nie ma tu mowy o wielokrotnie powtarzanym sloganie “musicie/musimy pamiętać”. To jest naprawdę niesamowite, bo miłość Michaela do Hanny, to nic innego jak sugestia (?), że wystarczy zrozumieć, a na zawsze pozostanie w pamięci. Uniwersalizm? I to w jakich prostych słowach !

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Język. Bardzo oszczędny, minimalistyczny, pozbawiony nadmiaru “emocji”. Bernhard Schlink pokazał w tym względzie naprawdę dużą klasę. Wspomniany minimalizm, nie tylko potrafi utworzyć atmosferę niepewności i wątpliwości, ale także wytrącić argument z rąk wielu przeciwników, którzy twierdzą, że sama historia jest ckliwą opowiastką. Fakt, gdyby nie język, jego “suchość”, pewne rzeczy mające miejsce w życiu tych dwojga można byłoby uznać za groteskowe, cukierkowe, po prostu nieprawdziwe, dlatego też należą się podwójne brawa dla autora, za jakże wspaniały język.

Miłość, seks, nienawiść, brak zrozumienia, samotność, strach, obawa, wątpliwość, pożądanie, niechęć. Dużo emocji, ale tylko dzięki nim można w sposób niewolny od wątpliwości i pytań starać się zrozumieć, co działo się w głowach pokolenia pamiętających wojnę. I kolejna sugestia. Czy aby cząstka z nich nie jest dzisiaj w nas? Dlaczego tak łatwo osądzamy? i wreszcie czy jest możliwe rozliczenie? Do poznania odpowiedzi na powyższe pytania, zapraszam a właściwie gorąco odsyłam Was  do przeczytania (na głos) “Lektora”. Kawał solidnej literatury.

ZOBACZ OKŁADKĘ
autor: Bernhard Schlink
tytuł: Lektor
tytuł oryginału: Der Vorleser
język oryginału: niemiecki
liczba stron: 166
miejsce wydania: Warszawa
rok wydania: 2009
oprawa: twarda
wymiary: 155 x 210 mm
wydawca: Wydawnictwo Muza
ISBN: 978-83-7495-645-1
seria: -

Nie chcę też ukrywać satysfakcji, jaką zawdzięczam zanurzaniu się w przeszłość, która dla teraźniejszości nie ma już dużego znaczenia. Po raz pierwszy odczułem je, kiedy pracowałem nad prawami i projektami ustaw w Oświeceniu. Wyniosła je wiara w to, że na świecie zaczęło się dobrze układać i że dzięki temu można nadać światu prawdziwy ład. Uszczęśliwiało mnie, kiedy obserwowałem, jak z tej wiary, niczym dumni wartownicy nowego porządku, powstawały paragrafy i jak dodawano je do praw, które chciały być piękne i tym pięknem miały dowodzić swojej prawdy. Długo sądziłem, że pomimo okropnych ciosów i kroków wstecznych w historii prawa istnieje postęp, dążenie do piękna, prawdy, racjonalności i humanizmu. Odkąd jednak wiem, że wiara ta jest chimeryczna, stawiam na inny bieg historii prawa. Zmierza wprawdzie do celu, ale ów cel, do którego po wielu wstrząsach, zamętach i zaślepieniach dochodzi, jest początkiem, z którego wyszedł i z którego, ledwie tam dotarł, na nowo musi wyruszyć.

…I JAK WYPADA FILM?

Z pewnością warto zobaczyć ten obraz, ale “koloru” i “większej przyjemności” nabiera on dopiero po przeczytaniu książki. Mimo znanej obsady obraz daleki od “hollywoodzkich standardów”. Zresztą i sama fabuła nie pozwoliła by raczej na epatowanie schematycznością. Owszem wiele osób zarzuca filmowi zbytnią “teatralizację”, ale w moim przekonaniu czy to źle?

Montaż słów w obrazy został zrobiony naprawdę w bardzo dobrym stylu, a sam interpretacja reżysera jest na wysokim poziomie, co z kolei w naprawdę minimalnym stopniu wpływa na przekaz całej historii. Po prostu bardzo dobrze zekranizowane dzieło literackie.

Gra aktorska wyśmienita. Znani aktorzy, doświadczeni. Zagrali swoje role na tyle doskonale, że to właśnie oni, obok scenografii, perfekcyjnie budują klimat całej opowieści. Czy Kate Winslet zasłużyła na Oscara? Osobiście uważam, że tak tyle tylko, że za całokształt. W tym filmie potwierdziła tylko swój talent aktorski.

Pozycja godna uwagi, z pewnością wymuszająca refleksję, a wszyscy, którzy nastawiają się na rozrywkę będą po prostu zawiedzeni. Jak widać i Ameryka potrafi zrobić film we właściwym słowa tego znaczeniu.

ZOBACZ OKŁADKĘ

“LEKTOR” REŻ. STEPHEN DALDRY, DYSTRYBUCJA “KINO ŚWIAT”, 2008

4 komentarzy  »

  1. mary pisze:

    Książka na półce czeka na swoją kolej. Na mnie duże wrażenie zrobiła też powieść Schlink’a “Powrót do domu”.
    Pozdrawiam

  2. Krzysztof pisze:

    Z pewnością w niedalekiej przyszłości zajmę się również i tym tytułem :)

  3. be.el. pisze:

    Też mi sie baaardzo podobała. Na film też ostrzę zębiska.

RSS dla komentarzy do powyższego wpisu, TrackBack URI

Zostaw komentarz

Kilka słów odnośnie komentarzy i innych rzeczy dotyczących bloga, które mogą być dla Ciebie przydatne. Pamiętaj proszę w szczególności o podpunkcie trzecim.