• Twitter

    • Kategorie

    • Archiwum

    • Ekosystem

      Subskrypcja RSS Libria.pl na Facebooku Obserwuj na Twitterze

    • Oglądaj wideo Oglądaj zdjęcia Zupa literatu - literatura w szczególe

    “Rzecz o mych smutnych dziwkach”

    Elegia o starości, miłości i przemijaniu. Takie słowa często pojawiają się podczas recenzowania tego niezwykle krótkiego utworu, który na tle dokonań Marqueza faktycznie można nazwać swoistego rodzaju wierszem. Z pewnością nie jest on smutny, a cała brutalność i kontrowersyjność rozpoczyna się i kończy w tytule, o którym słów kilka za chwilę.

    Trudno powiedzieć co było prawdą, a co iluzją. Marquez ubrał historię staruszka w bardzo ciepłe słowa, które tylko chwilami przeplatane są trafnymi mocnymi stwierdzeniami na temat otaczającej go, albo lepiej powiedzieć nas, rzeczywistości. Dla niektórych historia, a raczej morał płynący z tego utworu może wydawać się bardzo banalny i mało odkrywczy, ale autor jakby chciał nas się zapytać – czy taka też nie jest starość ?

    Czasami miałem wrażenie, że Delagadina była bardziej wytworem wyobraźni głównego bohatera, aniżeli realną literacką postacią. Zabieg w swoim założeniu doskonały. Czy wolno ten wachlarz uczuć odbierać starszej osobie, tylko z powodu wieku ? Przecież Ty również będziesz starcem. Odbierzesz sobie szansę ? W ten oto sposób Marquez delikatnie, lecz stanowczo stawia Nas przed dylematem, choć doskonale wie jak będzie brzmiała odpowiedź.

    Ciepła, barwna i kameralna historia, która właśnie w swej prostocie ukazuje swoją wartość.

    “Rzecz o mych smutnych kurwach”. Nie sposób się nie zgodzić z poglądami tłumacza na fakt, iż dzieło Marqueza nie może ukazać się pod właściwym tytułem. Rzecz z pozoru błaha, ale wiele mówi o naszej mentalności. Smutne…


    ZOBACZ OKŁADKĘ
    autor: Gabriel Garcia Marquez
    tytuł: Rzecz o mych smutnych dziwkach
    tytuł oryginału: Memoria de mis putas tristes
    język oryginału: hiszpański
    liczba stron: 112
    miejsce wydania: Warszawa
    rok wydania: 2005
    oprawa: miękka
    wymiary: 135 x 235 mm
    wydawca: Muza, Wydawnictwo
    ISBN: 83-7200-131-6
    seria: -

    6 komentarzy  »

    1. cedro pisze:

      A ja się własnie z tłumaczem w tym jego posłowiu kompletnie nie zgadzam. W moim odczuciu nie chodzi o mentalność społeczeństwa polskiego, ale o coś na kształt autocenzury. ten tłumacz, który sam siebie cenzuruje, a potem na marginesie powieści narzeka, że musiał to dla mnie strasdsznie żałosna figura. (Oczywiście nie personalnie)

      A sama powieść… cóż,… pprzeczytałem, ale faktycznie poza tym posłowiem to nic z niej nie pamiętam.

      • Krzysztof pisze:

        Na pewno pamiętasz Nieznalską z jej instalacją “kontrowersyjną”. Gdyby tego nie rozdmuchali, to by nikt nawet jej nie znał, a ona sama nie musiałaby “zwiedzać” sądów i jednocześnie “stresować się”. To samo przyświecało wydawnictwu, które z racji takiego prawa a nie innego i pewnych środowisk, wolało zastosować taką “cenzurę” niż później mieć “problemy” w sądach. Kluczem tutaj jest słowo “dojrzałość”. Sam tłumacz jest osobą z dużym doświadczeniem i jest bardzo ceniony w naszym kraju, jak i wśród kolegów “z branży”. I jeszcze jedno… nie tylko u nas “ocenzurowano” tytuł.

        • cedro pisze:

          Nie do końca się z Tobą zgadzam w tej kwestii, a chyba podstawowa różnica polega na tym, że ja uważam, że mówimy o kompletnie różnych poziomach “kontrowersyjności”. Trudno porównywać to, co było treścią kontrowersji instalacji Nieznalskiej z użyciem wulgarnego słowa w tytule powieści. Dodajmy powieści noblisty. Zwłaszcza, że o ile pamiętam… to różnica polegała na zastąpieniu słowa “kurwy” na “dziwki”. Ja po pierwsze nie widzę jakiejś ogromnej różnicy w poziomie wulgarności i obraźliwości między jednym, a drugim. A po drugie nie widzę też jakiś specjalnych różnicy semantycznej, więc madal nie rozumiem na czym polegał problem tłumacza. To “ocenzurowanie” nie zmieniło specjalnie wymowy tytułu, więc nie rozumiem w czym tkwi jego problem, o którym pisze we wstępie. A obawę wydawnictwa o ciągnanie po sądach uważam za przesadzoną, bo Polacy są przeczuleni, ale raczej na punkcie religijności, a nie wulgaryzmów, więc to było chyba takie dmuchanie na zimne.

          • Krzysztof pisze:

            “Dmuchanie na zimne” bardzo dobrze sformułowane. Ja sam osobiście również tak bym postąpił, zresztą sam tłumacz wspomniał o kwestiach prawnych… uwierz mi, że tutaj akurat mówi prawdę. Znowu pewnie powiesz, że to inna płaszczyzna, ale spójrz na ostatnie wydarzenia. “Wielebny” Rydzyk i jego “wypowiedź z murzynem”. Ot, taki niesmaczny żart, a już Palikot chce składać doniesienie. Jak sam podkreśliłeś, jest to raczej kwestia wrażliwości językowej, której tłumacz ma tak dużo, że być może masz rację – formułuje ją w postaci słowa “cenzura”.

          • cedro pisze:

            Nie, no przywołujesz coraz bardziej egzotyczne przypadki i do tego coraz mniej analogiczne… Ja powiem szczerze, nie wiem co bym zrobił na miejscu tłumacza. Być może żyje na jakiejś innej płaszczyźnie świadomości i nie wiem, co tak naprawdę się dzieje i rzeczywiście są w Polsce środowiska, które są w stanie podać do sądu tłumacza za to, że poprawnie przetłumaczył tytuł książki. W każdym razie jak mówię, bez względu na to, jak szanowany ten człowiek jest w branży… ja za to nie mam do niego szacunku, bo jeżeli ocenzurował ten tytuł ze strachu przed ewentualnym represjami to jest tchorzem, a jeżeli taki jest, to jest to jego osobista kwestia i nie można kogoś ostatecznie obwiniać za to, że się boi. I na tym poziomie nawet bardzo mi to nie przeszkadza. Nie podobało mi sie jednak, ze rozpisał się na ten temat w posłowiu, bo to juz jest bicie piany. Nie dosyć, że stchorzył, bo jak zrozumiałem sam dokonal takiej autocenzury, a nie został do tego zmuszony… to jeszcze robi z siebie ofiarę opresyjnego systemu… i to jest właśnie żałosne.

    2. Krzysztof pisze:

      Cedro,
      Miło mi czytać takie słowa, ale jak wiesz, u nas jest taka mentalność za którą dodatkowo stoi właśnie taki chory system prawny. Nie jesteśmy jednym krajem, który “ocenzurował” ten tytuł. Cedro te moje przykłady mają tylko zwrócić uwagę bardziej na mentalność, a pośrednio na nasz puryzm językowy. Nie został zmuszony. On sam wspomniał, że była to wspólna decyzja wydawnictwa, prawników i jego samego. Tak czy inaczej grunt, że jest naprawdę dobrze przetłumaczona, a każdy zapoznający się z książką jest o tym fakcie poinformowany. Pozdrawiam.

    RSS dla komentarzy do powyższego wpisu, TrackBack URI

    Zostaw komentarz

    Kilka słów odnośnie komentarzy i innych rzeczy dotyczących bloga, które mogą być dla Ciebie przydatne. Pamiętaj proszę w szczególności o podpunkcie trzecim.